urodzony 18 września 12973 roku;

1991, 24 stycznia – 13-letnia Paola Illera;
1997, 10 września – 19-letnia Johalis Castro;
1998, 2 czerwca – 18-letnia Rasheeda Washington;

Śmierć na blokowisku

Paola Illera, śliczna 13-latka stała w lobby apartamentowca, w którym mieszkała jej rodzina. Kliknęła na domofonie numer swojego mieszkania i czekała na odzew. Dziewczynka wracała ze szkoły. Po chwili usłyszała dźwięk podnoszonej słuchawki i powiedziała „Hej, to ja”. Na górze, po drugiej stronie słuchawki stała jej matka, Olga. Wpuściła córkę do środka. Spojrzała na zegarek, była 16:45. Wtedy po raz ostatni słyszała głos swojej córki. Ich rodzina przyjechała do Nowego Jorku z Kolumbii siedem miesięcy wcześniej.
Dziewczynka przeszła przez korytarz i wsiadła do windy. Niestety nie dojechała na 30 piętro, na którym mieszkała. Gdy córka nie pojawiała się w domu, Olga szybko wyczuła, że musiało ją spotkać coś złego. Niezwłocznie rozpoczęła poszukiwania Paoli.
Trzy godziny później, mężczyzna spacerujący z psem, zauważył, że na deptaku w pobliżu East River leży ciało młodej dziewczyny. Były to zwłoki Paoli. Dziewczynka została zgwałcona, uduszona i kilkukrotnie dźgnięta nożem w okolicach serca. Zwłoki Paoli były nieporadnie ubrane i porzucone 10 przecznic od domu, w którym mieszkała dziewczynka.
Dziewczynka miała na ręku zegarek New Kids on The Block, w torebce kawałki kredy, którymi rysowała na murach i asfalcie. W czasie badania zwłok, lekarz zauważył dziwne podłużne ślady na jej udach. Wyglądało na to, że dziewczynka broniła się przed gwałtem, ale napastnik był tak silny, że rozwierając jej nogi, zostawił na udać ślady swoich dłoni i palców. Jej matka zeznała później, że córka była bardzo ładną i delikatną dziewczynką. Chciała zostać prawniczką. Jej wujek, Guillermo Ospina, powiedział, że Paola miała wiele planów na przyszłość. Była bardzo inteligentnym dzieckiem, zachowywała się dojrzalej niż jej rówieśniczki. Była bardzo szczęśliwa w Nowym Jorku, uwielbiała uczyć się języka angielskiego. Z każdym dniem znała go coraz lepiej.

Ofiara o niskim statusie

Zgwałcenie i zamordowanie 13-latki powinno odbić się szerokim echem w mediach w jakimkolwiek miejscu. Ale w Nowym Jorku w 1991 roku takie morderstwo było tylko jednym z wielu. W całym mieście trwała wojna narkotykowa. W latach 1990-1992 roku w mieście dokonano ponad 2 tysięcy morderstw. W każdej z biednych dzielnic Nowego Jorku odnajdywano codziennie ponad 6 zwłok.
Niewiele z tych zbrodni przykuło jakąś większą uwagę mediów czy większe zainteresowanie policji. Media skupiały się na morderstwach białych, wpływowych lub bogatych ludzi w bardziej reprezentacyjnych dzielnicach miasta.
Policja oczywiście zajęła się sprawą Paoli Illery, ale nie było to jakieś priorytetowe śledztwo. W głośnych sprawach przydzielanych jest setki detektywów, którzy zajmują się tylko tym, bo znaleźć mordercę. W tym przypadku nic takiego nie miało miejsca. Kilka lat później zamordowano w Nowym Jorku syna znanego potentata medialnego. Nowy gubernator miasta, Rudolph Giuliani, osobiście obiecał w mediach, że do sprawy przydzielonych będzie setki policjantów i detektywów. Niestety sprawa morderstwa młodej Kolumbijki nikogo aż tak bardzo nie interesowała.
Jednym z niewielu dowodów, jakie udało się zabezpieczyć, były włosy łonowe mordercy, gwałciciela. Bez żadnych nacisków ze strony mediów, sprawa morderstwa dziewczynki została odsunięta na boczny tor i spędziła tam całe lata dziewięćdziesiąte.

Kolejne morderstwa

W połowie lat 90-tych fala zbrodni ogarnęła cały Nowy Jork. W dzielnicach mieszkaniowych w East Harlem zanotowano serię pozornie niepowiązanych ze sobą gwałtów i morderstw na atrakcyjnych nastoletnich kobietach o ciemnym kolorze skóry, o hiszpańskiej urodzie.
W 1994 roku została zaatakowana 15-letnia dziewczyna. Napastnik zaszedł ją od tyłu, przyłożył nóż do gardła i zaprowadził w ustronne miejsce. Następnie zawiązał opaskę na jej oczach i kazał się rozebrać. 15-latka została brutalnie zgwałcona. Udało jej się przeżyć. Opisała napastnika, jako młodego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Miał bardzo wysoką samoocenę. Powiedział jej, że miała szczęście, że została zgwałcona przez takiego przystojnego faceta jak on.
Kilka lat później, 10 września 1997 roku wezwano strażaków do pożaru dachu domu przy East 104th Street. Jeden ze strażaków, Fred Zvinys, tak później opisał to, co zastał na miejscu. „Dostałem się na górę i zobaczyłem płonące śmieci i kawałki starych mebli. Przyjrzałem się dokładniej i zobaczyłem nagą pierś. Uświadomiłem sobie, że to człowiek, to, co z niego zostało. Cofnąłem się i jeszcze raz spojrzałem na zwłoki. Byłem zdumiony, że ktoś mógł zrobić coś takiego.”
Ofiarą była 19-letnia Johalis Castro. Na szyi miała wisiorek, który zidentyfikowała jej matka. Dziewczyna została zgwałcona, była bita pałką i uduszona. Jej rodzina przybyła do Stanów Zjednoczonych z Dominikany. Johalis miała małą córeczkę, studiowała informatykę w koledżu na Bronxie. Jej matka powiedziała, że przybyli do Nowego Jorku w poszukiwania lepszej przyszłości dla swoich dzieci. Podobnie jak w przypadku morderstwa Paoli, śmierć dziewczyny z Dominikany nie wzbudziła zbytniego zainteresowania ze strony policji. Po prostu była to kolejna śmierć w rodzinie imigrantów mieszkających w East Harlem.
Siedem miesięcy później, w kwietniu 1998 roku, w tej samej okolicy napadnięto na 13-letnią dziewczynkę. Później na policji dziewczynka zeznała, że bardzo krzyczała podczas brutalnego gwałtu. Gwałciciel powiedział jej, żeby była cicho i przyjęła gwałt jak kobieta.
Dwa miesiące później, 2 czerwca, znaleziono zwłoki 18-letniej Rasheedy Washington. Kobieta została zgwałcona, okradziona i uduszona na klatce schodowej, na piętnastym piętrze w budynku przy East 112th Street. Jej ciało przykryte było tylko koszulą i było oparte o ścianę. Podobnie jak poprzednie ofiary, Rasheeda była drobnej budowy. Mieszkała z ojcem, Gregorym, w domu, w którym mieszkała pierwsza ofiara, Paola Illera.
Jesienią 1998 roku kolejne dwie nastolatki zostały zgwałcone w tamtej okolicy. 25 września zgwałcono 15-letnią dziewczynkę, 16 listopada ofiarą gwałciciela stała się 14-letnia dziewczynka. 14-latka zeznała później, że gwałciciel kazał jej się zachowywać tak jakby była w nim zakochana. Dziewczęta uniknęły śmierci, ponieważ nie udało im się spojrzeć na swojego oprawcę przed tym jak zawiązał im opaski na oczach.

Wściekli rodzice

Pomimo tego, że gwałty i napaści powtarzały się regularnie, policja nie ogłosiła, że na terenie East Harlem może grasować seryjny gwałciciel i morderca. Według rodziców napadniętych dziewczynek, powodem tego było to, że ofiarami były latynoski lub murzynki. Również chodziło o to, że te przestępstwa wydarzyły się w tej dzielnicy. Gdyby tam napadnięto białą dziewczynkę, sprawę rozwiązanoby prawdopodobnie w kilka dni. Informację o morderstwie Rasheedy podał tylko New York Post. Były to cztery krótkie akapity. New York Times zupełnie to zignorował. Na temat ataku na Briana Watkinsa w metrze nowojorskie gazety napisały kilkanaście informacji. Gdy cztery miesiące później zgwałcono i zamordowano Paolę Illera, te same gazety opublikowały tylko dwa artykuły na ten temat.

Na tropie podejrzanego

W 1991 roku badania DNA były wciąż w początkowej fazie swojego rozwoju. Oczywiście zebrano próbki pobrane z ciał ofiar, ale nic z nimi nie robiono przez kolejnych kilka lat. Dopiero w 1998 roku porównano dostępny materiał i z przeprowadzonych badań wynikało, że za trzy morderstwa odpowiedzialny był ten sam mężczyzna. Dopiero wtedy uznano, że na terenie East Harlem grasuje seryjny morderca. Powołano małą grupę detektywów do rozwiązania tej sprawy.
Na ulicach rozwieszono portret pamięciowy mordercy. Sporządzono go bazując na zeznaniach ofiar gwałtów. Kilka dni po opublikowaniu portretu, ktoś zadzwonił na policję i powiedział detektywom, żeby sprawdzili młodego mężczyznę, znanego jako „Ace”. „Ace” mieszkał na 19 piętrze w tym samym budynku, co Paola Illera. Niedługo później ustalono, że mężczyzna nazywa się Arohn Kee.
Krótko przed śmiercią, w 1991 roku, widziano jak Paola wsiada z tym mężczyzną do windy w budynku, w którym razem mieszkali. Detektywi wtedy przesłuchali tego mężczyznę. Przedstawił się jako Arohn Warford. Powiedział, że jechał z tą dziewczynką windą w dniu, kiedy została zamordowana, ale wysiadł na 19 piętrze – ona pojechała wyżej.
Po raz kolejny nietypowe imię tego mężczyzny pojawiło się sześć lat później, przy sprawie morderstwa Johalis Castro. Bilingi telefoniczne wskazywały, że Johalis i Arohn kilkanaście razy rozmawiali ze sobą przez telefon. Było to na kilka dni przed jej śmiercią. Podczas rozmowy z policją, Arohn powiedział, że Johalis była przyjaciółką jego dziewczyny, Jacqueline. Wyjaśnił, że obie przyjaciółki umawiały się przez telefon na wspólne zakupy. Policja przesłuchała również Jacqueline, która potwierdziła słowa swojego chłopaka.
Dopiero po jakimś czasie policjanci zdali sobie sprawę, że Arohn Warford i Arohn Kee to ten sam mężczyzna. Warford to nazwisko jego ojca, Kee to nazwisko jego matki. Mężczyzna był powiązany z dwoma morderstwami. To on, jako ostatni widział żywą pierwszą ofiarę. Z jego telefonu także rozmawiano kilkukrotnie z inną ofiarą, kilka dni przed jej śmiercią. Nie wyglądało to na zwykły zbieg okoliczności.
Jeśli Arohn Kee był seryjnym mordercą, to był kimś w stylu Teda Bundy’ego. Arohn był przystojnym, inteligentnym mężczyzną. Potrafił się elokwentnie wysławiać, dbał o siebie. Urodził się 18 września 1973 roku. Dzieciństwo i młodość spędził w East Harlem. Już jako nastolatek był otwarty i wygadany. Dobrze znał się na informatyce. Sam twierdził, że był producentem muzycznym, ale nie ma żadnych dowodów, że cokolwiek w tej dziedzinie osiągnął. Miał 180 cm wzrostu i był przystojnym mężczyzną. W 1990 roku na krótko trafił do aresztu za kradzież. Jego sąsiedzi twierdzili, że ma też swoją ciemną stronę. Często podglądał kobiety mieszkające w jego budynku. Równie często spacerował po okolicy z małą kamerą. Nieudolnie próbował robić filmy i zdjęcia zaglądając kamerą pod spódnice mijanych kobiet.

Szukanie śladu

Mężczyzna, który dopuścił się gwałtu w 1998 roku, zostawił na miejscu przestępstwa czarną czapkę i szarą bluzę. W bluzie był rachunek z pralni. Jej stałą klientką byłą matka Arohna, Cynthia. Pralnia znajdowała się w pobliżu budynku, w którym mieszkał Arohn. I tak kawałek po kawałku, Arohn Kee stawał się głównym podejrzanym. Detektywi liczyli na to, że testy DNA dadzą im pewność co do tego, że to on jest gwałcicielem i mordercą. Niestety w bazie danych nie było próbek od Arohna. Ustawowe pobieranie próbek DNA od przestępców wprowadzono dopiero w 2000 roku. W latach 90-tych pobranie próbki DNA nie było tak proste jak teraz, nie wystarczała próbka śliny ze szklanki czy z policzka podejrzanego. Poza tym, każde wezwanie podejrzanego na pobranie materiału genetycznego musiało być zatwierdzone przez sąd i musiały być ku temu mocne powody.
Detektywi zdawali sobie sprawę, że wspólna przejażdżka windą z późniejszą ofiarą, rozmowy telefoniczne z kolejną ofiarą czy rachunki z pralni prawdopodobnie nie będą wystarczającymi powodami dla sądu by wezwać Arohna Kee w celu pobrania próbek DNA. Postanowili zdobyć te próbki w inny sposób. Śledzono Arohna i liczono na to, że może gdzieś wypluje gumę do żucia. Niestety bezskutecznie.
8 lutego 1999 roku Arohn Kee został aresztowany za kradzież dysku twardego. Pojawiła się szansa. Plan był taki, że podstawiona policjantka, przebrana za lekarza, pobierze od Arohna próbkę śliny w celu przeprowadzenia rutynowych testów na gruźlicę. Badanie nie było przymusowe i musiano o nim wspomnieć w papierach potrzebnych do zwolnienia aresztowanego. Arohn dokładnie przeczytał te dokumenty i zobaczył w nich wzmiankę o badaniu DNA. Powiedział, że jest Świadkiem Jehowy i nie zgadza się na pobieranie jakichkolwiek próbek, ponieważ było to sprzeczne z jego religią. Nagle stał się bardzo wierzący i religijny.
Arohn teraz już wiedział, czego od niego chce policja i bardzo się pilnował, żeby detektywi tego nie zdobyli. Po skończonym posiłku w celi, dokładnie zniszczył papierowy kubek, z którego pił i spuścił go w toalecie. Odstawiając tacę z jedzeniem postawił na niej kubek współwięźnia. Miał nadzieję, że w ten sposób załatwi tę sprawę.
Detektywi byli jednak sprytniejsi od niego. Zaraz po aresztowaniu Arohn przez jakiś czas przebywał w celi z wieloma innymi więźniami. Podano im do picia wodę w kubeczkach. Detektywi przeszukali kosz na śmieci i odnaleźli kubek, z którego pił Arohn. Pobrany materiał przesłano do analizy. Po kilku dniach okazało się, że DNA z kubeczka jest takie samo jak DNA gwałciciela i mordercy z East Harlem.

Podróż na Florydę

Podczas gdy trwały badania DNA, Arohn Kee został zwolniony z aresztu. Policjanci ustalili, że pojechał do Brownswille w Brooklynie po swoją 16-letnią dziewczynę, Angelique Stallings. Jej rodzice byli pewni, że chłopak zabiera ją na randkę z okazji Walentynek. Para wsiadła w Newark do autobusu jadącego na Florydę. Detektywi obawiali się, że Angelique może być jego kolejną ofiarą.
Gdy dotarli na Florydę, Arohn wykonał kilka telefonów do swojej innej dziewczyny z Nowego Jorku. W tym czasie w mediach podano, że Kee jest poszukiwanym seryjnym mordercą. Po tej informacji, na policję zadzwoniła jeszcze inna jego dziewczyna podając, że przebywa on w hotelu Miami Sun Hotel, w centrum Miami. Na miejsce udało się dwóch detektywów. Obserwowali hotel. Gdy zauważyli poszukiwaną parę, wezwano oddziały SWAT, które wkroczyły do hotelu. Arohn i Angelique ukryli się pod łóżkiem w pokoju hotelowym.
Prawdopodobnie Angelique nie wiedziała, że jej chłopak jest poszukiwany w sprawie morderstw i gwałtów. Arohn po aresztowaniu odmawiał zeznań dotyczących morderstw w East Harlem. Detektywi pozwolili mu pożegnać się z dziewczyną w sali przesłuchań. Sami obserwowali i nasłuchiwali ich rozmowę przez weneckie lustro. Kiedy Angelique zapytała go, dlaczego zgwałcił i zamordował te dziewczyny, Arohn odpowiedział, że stracił głowę i że to choroba.

Cyrk w sądzie

Po czteromiesięcznych przepychankach prawnych udało się doprowadzić do ekstradycji Arohna Kee do Nowego Jorku. Stanął przed sądem, oskarżony o popełnienie 22 przestępstw, w tym gwałtów i morderstw Poli Illera, Johalis Castro i Rasheedy Washington. Badania DNA potwierdziły jego udział w sześciu przestępstwach. Dowody w sprawie morderstwa Illerache były nieco skomplikowane. Na ciele ofiary znaleziono włosy łonowe, ale ten dowód przeleżał w archiwach przez 9 lat.
Prokuratorzy John Irwin i Richard Plansky przedstawili ogromną ilość dowodów i zeznań. Podczas procesu, który rozpoczął się jesienią 2000 roku, wezwano ponad 130 świadków. Na Sali sądowej zeznawały między innymi dwie ofiary gwałtu, opowiadając o tym jak Arohn Kee mówił im, że mają ogromne szczęście, że to właśnie on je zgwałcił.
Jedynym świadkiem obrony był sam Arohn Kee. Mocno na to naciskał. W czasie swoich zeznań, Arohn był rozbawiony jak małe dziecko, płakał, był wściekły, oburzony i wściekły na prokuraturę za to, że ta w ogóle miała czelność o coś go oskarżać. W swoim monologu poruszał różne wątki. Mówił o popkulturze, narkotykach, muzyce rap, posiłkach w więzieniu i ogólnie podzielił się swoimi przemyśleniami na temat systemu sprawiedliwości.
Miał też swoją teorię odnośnie tego, dlaczego to właśnie on został oskarżony o te morderstwa. Powiedział, że prokuratura chciała chronić lekarza sądowego, który zbierał i sprzedawał ludzkie narządy.
Sędzia i ława przysięgłych nie uwierzyli w te opowieści. Wyrok mógł być tylko jeden – winny. Wychodząc z sali sądowej, by oczekiwać na wymiar kary, Arohn spojrzał w stronę publiczności i głośno przeklął.
Niektórzy członkowie rodzin ofiar oskarżyli również dziennikarzy. Domagali się informacji, dlaczego prasa ignorowała informacje na temat gwałtów i morderstw młodych kobiet.

Dożywocie

Miesiąc później, w styczniu 2001 roku ogłoszono wyrok. Wtedy też byłą możliwość, by bliscy ofiar powiedzieli kilka słów do skazanego.
„Mam nadzieję, że doświadczysz jak to jest nie móc spać, nie móc jeść, nie móc żyć i oddychać, nie mieć chwili spokoju, myśląc o cierpieniu, jakie przeżywała moja córka w chwili śmierci. Nigdy nie nauczę się żyć bez mojej córki, którą sprowadziliśmy tutaj w poszukiwaniu ‘American Dream.” (Olga Illera, matka Paoli, pierwszej ofiary)
„Spójrz na mnie. Po prostu się odwróć i spójrz na mnie.” (Gregory Washington, ojciec trzeciej ofiary, chciał spojrzeć mordercy w oczy, ale Arohn nawet nie spojrzał w jego stronę)
Podczas odczytywania wyroku Arohn Kee stracił całą swoją pewność siebie. Zaczął płakać i powiedział „Przepraszam.” W tym momencie kuzyn Johalis Castro w przypływie gniewu chciał przeskoczyć przez barierkę i zaatakować Arohna. Po tym incydencie wyprowadzono go z sali, dla jego własnego bezpieczeństwa.
Po 15-minutowej przerwie na uspokojenie publiczności, sędzia Joan Sudolnick odczytała wyrok.
„Nie wiem, co powiedzieć do kogoś, kto nie ma duszy, nie ma sumienia, moralności, nie ma serca.”
Arohn Kee za trzy morderstwa został skazany na karę trzykrotnego dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości przedterminowego zwolnienia, oraz dodatkowo na 400 lat pozbawienia wolności za cztery gwałty.

przygotował Michał, na podstawie tekstu Davida Krajicka (CrimeLibrary.com)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *