urodził się 9 października 1958 roku w Filadelfii, Pennsylvania;

Harrison Graham

1987, 9 sierpnia:
– 27-letnia Cynthia Brooks,
– 25-letnia Valerie Jamison,
– 36-letnia Mary Jeter Mathis,
– 22-letnia Barbara Mahoney,
– 29-letnia Robin DeShazor,
– 33-letnia Sandra Gavin,
– 24-letnia Patricia Franklin;

Smród w mieszkaniu

9 sierpnia 1987 roku do dwupokojowego mieszkania w zaniedbanej kamienicy w północnej Filadelfii wezwano patrol policji. Mieszkanie od czterech lat wynajmował Harrison „Marty” Graham. Tego dnia Graham został wyeksmitowany z mieszkania z powodu okropnego smrodu, który od dłuższego czasu się z niego wydobywał. Przed opuszczeniem mieszkania, Harrison zabił deskami drzwi do jednego z pokoi i zostawił kartkę z informacją, że wkrótce wróci po resztę swoich rzeczy. Nathanial Choice, dozorca tego budynku, wysłał do mieszkania swojego syna i siostrzeńca. Mieli zbadać przyczynę okropnego zapachu. Zobaczyli, że drzwi do jednego z pokoi są zabite deskami i zajrzeli przez dziurkę od klucza. Chwilę potem wezwali policję.

Na miejsce przyjechał oficer Pete Scallatino, policjant który dobrze znał tę ponurą okolicę. Wchodząc na trzecie piętro już na klatce schodowej rozpoznał dobrze znany zapach. Wiedział, że na miejscu znajdzie ludzkie zwłoki. Wszedł do mieszkania. Wszędzie panował niesamowity bałagan, śmieci sięgały do pasa. Na ścianie w kuchni wisiał rysunek nagiej kobiety. Obok niego nabazgrane były przekleństwa i czerwona plama, która wyglądała jak krew. Tak jakby ktoś przejechał po ścianie dwoma palcami zamoczonymi we krwi. Najwyraźniej ten kto tu mieszkał miał psa, albo dwa psy. Nie sprzątał po nich, bo wysuszone odchody leżały wszędzie i okropnie śmierdziały. Mężczyźni którzy wezwali policjanta, wskazali mu na zabite deskami drzwi do drugiego pokoju. Na drzwiach widniał niewyraźny napis „Marty”. Policjant nachylił się i zajrzał przez dziurkę od klucza. W pokoju zobaczył gołe nogi czarnoskórej kobiety. Kobieta leżała nieruchomo i policjant już wiedział, że znalazł przyczynę okropnego zapachu. Mocno zapukał do drzwi i głośno powiedział, że jest policjantem. Kobieta nadal leżała bez ruchu. W tym momencie do mieszkania wszedł detektyw Charles Johnson z biura lekarzy sądowych. Jego czara furgonetka szybko przyciągnęła uwagę sąsiadów i po chwili zebrała się spora grupka ludzi, ciekawych co sprowadziło do ich domu policjantów.

Scallatino i Johnson podważyli drzwi i udało im się wejść do środka. Intensywność zapachu ich przytłoczyła i od razu założyli maseczki. W drugim pokoju również panował niesamowity bałagan. Naga kobieta której nogi widzieli przez dziurkę od klucza rzeczywiście nie żyła. Leżała na materacu, wsparta poduszkami naprzeciwko szafki z telewizorem. Nie żyła już od jakiegoś czasu, jej ciało było opuchnięte, miała nienaturalnie ułożone nogi i ręce. Miała już plamy opadowe. Obok materaca leżała jeszcze jedna kobieta. Zwłoki również było mocno napuchnięte. Miała na sobie dżinsową minispódniczkę i jasną koszulkę z napisem „Pour Toi” i nadrukowaną czerwoną różę.

Policjanci oznaczyli miejsce zbrodni żółtą taśmą policyjną i wezwali wsparcie. W mieszkaniu nie było prądu, większość okien była zabita deskami więc potrzebne były również dodatkowe źródła światła.

Scallatino wezwał również Jamesa Hansena, detektywa z wydziału zabójstw,  który w tym czasie prowadził sprawę seryjnego mordercy – Garry’ego Heidnika.

Ponure odkrycie

To mieszkanie było zdecydowanie nieprzyjemnym miejscem pracy dla detektywów. Wszędzie walały się stare gazety, materace, śmierdzące koce. Na podłodze wszędzie były spleśniałe i cuchnące psie odchody. Muchy latały wszędzie i było ich bardzo dużo. Około 15:45 policjanci odkryli kolejne zwłoki. Właściwie był to sam szkielet, zawinięty w dwa prześcieradła i schowany pod zwłokami drugiej kobiety. Na szczęście były też pozostałości ubrania, dzięki czemu była szansa na identyfikację. Policjanci zaczęli wyrzucać śmieci przez okno, żeby zrobić trochę miejsca dla fotografa. Potem wyniesiono zwłoki. Podczas dalszych prac porządkowych, około dwie godziny później, dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. Pod kolejną górą śmieci zawinięte w prześcieradło leżały kolejne zwłoki, tym razem całkiem dobrze zmumifikowane. Detektyw Hansen uznał, że należy wezwać wsparcie. Zapowiadała się długa noc.

Mieszkanie było małe, każdy pokój miał około 12 metrów kwadratowych. Zespół kryminologów ostrożnie przeszukiwał ogromne ilości śmieci. Na miejsce wezwano lekarza sądowego. Zwykle taki lekarz nie przyjeżdża na typowe miejsce zbrodni, ale to mieszkanie nie było typowym miejscem zbrodni.

Piąte zwłoki znaleziono o 5:30. Rozkład ciała nie pozwalał od razu ustalić płci ofiary. Wiadomo było, że nie żyje już od dawna. Zwłoki leżały na materacu i były przykryte kolejnym materacem. Detektywi zastanawiali się, czy eksmitowany lokator każdej nocy spał na tym górnym materacu.

Po dwóch godzinach natrafiono na szóste zwłoki. Ofiara wciśnięta była w małą szafę, w pozycji siedzącej, owinięta w białe przedszkole i związana białym przewodem elektrycznym.

Więcej ofiar

Okoliczni mieszkańcy szybko zaczęli plotkować na temat odkryć z mieszkania przy 1631 North 19th Street. Mówiono o ośmiu lub dziesięciu znalezionych zwłokach. Ludzie zbierali się na ulicy, żeby popatrzeć na kolejne podjeżdżające policyjne samochody. Obserwowali jak wnoszono puste czarne worki żeby po chwili wynosić w nich kolejne zwłoki. W ciągu godziny wyniesiono sześć czarnych worków. Zwłoki od razu trafiły do kostnicy. Wszyscy byli pewni, że w tym momencie zaczęła się kolejna sprawa seryjnego mordercy.

Po zmroku policjanci z mocnymi latarkami rozpoczęli przeszukiwania kolejnych pustych mieszkań w tym bloku. Podejrzewali, że mogą znaleźć więcej ciał. Późno w nocy przerwano poszukiwania i wznowiono je nad ranem. Na dachu budynku, pod brudnym materacem, odkryli nadgnitą płócienną torbę. W środku była ludzka noga i kilka kości stopy lub kilku stóp.

Grupa innych detektywów przygotowywała się do rozkopywania podwórka na tyłach domu i pustej działki po drugiej stronie ulicy. Znaleźli się świadkowie, którzy widzieli jak Graham coś tam zakopywał. Jeszcze inna grupa detektywów rozpoczęła poszukiwania podejrzanego mężczyzny który wynajmował dwupokojowe mieszkanie.

„Marty”

Zdjęcie Grahama, niestety mocno niewyraźne, zostało rozesłane do wszystkich posterunków policji, do wszystkich patroli na autostradach i do wszystkich jednostek specjalnych. Następnego dnia to samo zdjęcie ukazało się w lokalnych gazetach. Policjanci mieli nadzieję, że ktoś rozpozna podejrzanego i zawiadomi policję. Poza tym policjanci rozpoczęli patrolowanie ulic i przesłuchania.

Poszukiwany nazywał się Harrison Graham, ale bardziej znany był jako „Marty”. Mieszkał w tym budynku przez ostanie cztery lata. Urodził się 9 października 1958 roku, miał 29 lat. Miał czworo rodzeństwa, był z nich najstarszy. Miał około 182 cm wzrostu i średnią budowę ciała, ale duże, muskularne ramiona i duże dłonie. Był znany w okolicy jako „złota rączka”. Ludzie postrzegali go jako cichego, spokojnego i sympatycznego człowieka. Przerwał naukę w szkole średniej i zajął się handlem narkotykami. Sam też często korzystał z tego typu używek. Specjalizował się w sprzedaży Ritalinu i Talwinu. Mieszanka środka stymulującego i środka przeciwbólowego była względnie tania i dawała niezłego kopa. Udostępniał swoje mieszkanie dla wszystkich chętnych, którzy chcieli wstrzyknąć sobie taką miksturę i odlecieć.

Detektywi dowiedzieli się również, że Marty miał kilka notatników wypełnionych jego prymitywnymi rysunkami przedstawiającymi nagie kobiety, rozczłonkowane ciała, piersi, stopy, głowy, męskie genitalia. Ten sam świadek zeznał, że widział jak pewna kobieta wychyliła się przez okno i krzyknęła, ale Marty wciągnął ją z powrotem do mieszkania. Wydano też nakaz aresztowania, w którym oskarżony został o wielokrotne zbezczeszczenie zwłok.

Ustalono, że często przebywał w trzech miejscach. Był to budynek w którym mieszkał, okolice 8th Street,  56th i Spurce. W tych miejscach miał przyjaciół lub rodzinę. Ludzie którzy go znali, chętnie pomagali policji ustalić miejsce w którym może przebywać. Detektywi odwiedzali wskazane miejsca, ale póki co nie mogli go znaleźć i aresztować.

Historia problemów

Policjanci odnaleźli matkę Grahama. 45-letnia Lillian Graham Jeter powiedziała, że poprosiła syna by opuścił dom z powodu jego problemów z narkotykami. Kobieta udzieliła kilku informacji. Mężczyzna kilka miesięcy wcześniej powiedział, że jego dziewczyna Mary jest w ciąży. 4 lipca 1987 roku powiedział matce, że dziecko zmarło. Inna kobieta, Robin DeShazor zeznała, że mieszkała z Marty’m kilka lat wcześniej. Ona również była narkomanką i razem zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu przy North 19th Street. Jego matka powiedziała również, że u jej syna zdiagnozowano zaburzenia psychiczne. Miał wtedy 12 lat i przez dwa lata przebywał w szpitalu. Zdiagnozowano u niego problemy z nauczaniem i przez jakiś czas przebywał w domu dziecka.

Przesłuchano również dozorcę domu, który kazał Marty’emu opuścić mieszkanie. Marty nic na to nie odpowiedział, ale początkowo nie chciał wpuścić dozorcy do mieszkania. Mężczyzna stał przez jakiś czas pod drzwiami i słyszał jak Marty coś w mieszkaniu przesuwa i przerzuca. Wydawało mu się, że słyszał jakieś uderzenia, podobne do walenia młotkiem. Kiedy w końcu dozorca wszedł do środka, Marty zabrał butelkę wody i kilka toreb. Miał na sobie białe spodnie, kurtkę w paski i czapkę. Miał też obdartą niebieską szmaciankę Ciasteczkowego Potwora, którego głos bardzo lubił udawać.

Detektywi zgromadzili już trochę informacji o podejrzanym. Dowiedzieli się, że Graham często chodził na długie spacery, lubił też grać w koszykówkę z miejscowymi dzieciakami. Bawił się z nimi Ciasteczkowym Potworem. Sąsiedzi mówili, że był samotnikiem. Gdy był pijany zachowywał się dziwnie, np. zaczynał tańczyć na ulicy, był wtedy „trochę szalony”. Nikt na początku nie zeznał, że Marty był w stosunku do kogoś agresywny. Nieco później kilka kobiet przyznało, że próbował je zgwałcić lub uderzyć. Jeden z przesłuchiwanych narkomanów powiedział, ze w mieszkaniu Marty’ego można było zaopatrzyć się we wszelkie narkotyki. W mieszkaniu od dawna unosił się brzydki zapach, ale jego klienci tłumaczyli to niedziałającymi lub zapchanymi toaletami w całym budynku i walającymi się wszędzie śmieciami. Dozorca zeznał, że Marty regularnie płacił czynsz w wysokości 90 dolarów. Dostawał co miesiąc 300 dolarów z funduszu ubezpieczeń społecznych. Kimkolwiek był, nadal był tajemnicą. Skutecznie wymykał się policji.

W kostnicy

Lekarzem sądowym który przyjechał do mieszkania żeby obejrzeć zwłoki był Robert L. Catherman. Gdy tylko pojawił się na miejscu od razu został otoczony przez dziennikarzy, którzy chcieli od niego informacji. Odpowiedział, że w tej chwili nikt nic nie wie na temat tożsamości ofiar. Nie wiadomo było nawet jakiej płci są niektóre ofiary.

Dopiero badania w kostnicy mogły odpowiedzieć na kilka pytań. Ustalono, że pierwsze dwie ofiary na które natrafiono, to były czarnoskóre kobiety. Nie żyły od dwóch lub trzech dni, ale z powodu wysokiej temperatury ich ciała uległy szybszemu rozkładowi. Obie miały około 30 lat. Jedna z nich była kompletnie naga, druga częściowo ubrana i na głowie miała zaciągnięty sweter. Nie było żadnych widocznych oznak przemocy.

Inne zwłoki wymagały nieco więcej pracy. Nie można było ich szybko zidentyfikować, czy nawet ustalić jakiej są rasy czy płci. Potrzebna była pomoc antropologa. Równie trudne było podanie przyczyny śmierci, ale udało się ustalić, że czwarta znaleziona ofiara została uduszona – miała złamaną kość gnykową.

Do 11 sierpnia 1987 roku udało się jeszcze ustalić, że dwie ostatnie ofiary również zostały uduszone. Zbadano zawartość worka znalezionego na dachu domu. Noga i kawałki kości ze stopy należały do kobiety. Kolejne dwie ofiary były czarnoskórymi kobietami, a ich zgon miał miejsce w ciągu ostatnich 10 dni.

Na policję zgłosiła się kobieta, która w telewizji usłyszała o tym mieszkaniu rodem z horroru. Zeznała, że w tym domu mieszkała jej przyjaciółka, 30-letnia Sandra Gavin. Od kilku miesięcy nie było z nią żadnego kontaktu. Kobieta podejrzewała, że Sandra mogła być ofiarą mordercy. W ciągu jednego dnia na policję zgłoszono jeszcze trzy zaginione kobiety. Wszystkie znały Grahama.

Dochodzenie

Budynek w którym znaleziono zwłoki został wyłączony z użytkowania. Lokatorzy którzy tam mieszkali zostali poproszeni o opuszczenie swoich mieszkań i otrzymali tymczasowe schronienie w mieszkaniach socjalnych.

Poszukiwania Grahama ciągle trwały. Dzięki zdjęciom w gazetach i informacji o poszukiwanym podejrzanym seryjnym mordercy na policję dotarły wartościowe informacje. 11 sierpnia widziano go na Broad Street, w autobusie, na socjalnej stołówce i myjni samochodowej. Niestety policjanci przybywali pod wskazane miejsca zbyt późno żeby go aresztować. Ciągle był o krok przed nimi.

W tym samym czasie w mieszkaniu nadal pracowali detektywi, którzy przeszukiwali sterty śmieci. Udało się znaleźć kilka przedmiotów, które mogłyby pomóc w identyfikacji ofiar. Przy trzeciej ofierze znaleziono dwa kolczyki w kształcie serca. Przy innych zwłokach znaleziono zwyczajny pierścionek i kolczyk ze wzorkiem w kratkę. W gazetach wydrukowano zdjęcia tych przedmiotów. Odnalazły się dwie kobiety, które wcześniej zostały zgłoszone jako zagonione i wykreślono je z listy potencjalnych ofiar. Jedna z nich mieszkała z Grahamem i na szczęście nic jej się nie stało.

Kolejna kobieta zgłosiła się na policję i powiedziała, że widziała jak Graham bije Robin DeShazor. Robin mogła być jedną z ofiar. Do ekipy dołączył dentysta sądowy, Haskell Askins. „Szukamy czegoś wyjątkowego, co możemy znaleźć w jednym zębie. Albo w jego fragmencie.” Dentysta musiał dysponować również dokumentacją dentystyczną potencjalnych ofiar. Krewni  zaginionych kobiet, które mogły być ofiarami mordercy dostarczali te dokumenty. Okazało się, że tylko jedna ofiara nie miała przeprowadzanych żadnych zabiegów dentystycznych.

Ekipa która kopała doły w okolicy bloku znalazła kilka kości. Okazało się, że to kości zwierzęce, dokładnie psie. Graham miał kiedyś trzy psy i gdy zdechły to zakopał je w ogródku. Na szczęście nie odnaleziono więcej zwłok czy ludzkich kości. Rodzina Grahama zaapelowała do niego, żeby się poddał. Nie wierzyli, że mógłby zabić jakąkolwiek kobietę. Jeden z młodszych braci powiedział, że Marty bał się nawet pójść na pogrzeb ich babci, stał przed kaplicą. Mężczyzna był pewny, że Marty nie mógłby spać w pokoju w którym są ludzkie zwłoki.

15 sierpnia 1987 roku dokonano kolejnego przerażającego odkrycia.

Poddanie

W piwnicy budynku w którym mieszkał Graham znaleziono ludzkie zwłoki. Był to tors i czaszka, owinięte w brązowy koc i przewiązane przewodem elektrycznym. W mieszkaniu Grahama również znaleziono zwłoki w kocu, podobnie przewiązane przewodem elektrycznym. Teraz lekarze i detektywi musieli ustalić, czy części ciała znalezione na dachu budynku pasują do tych znalezionych w jego piwnicy i czy mamy do czynienia z kolejną ofiarą.

Biuro koronera stwierdziło, że sześć ofiar to były czarnoskóre kobiety. Jedną z nich udało się zidentyfikować. Była to 36-letnnia Mary Jeter Mathis, matka pięciorga dzieci. W tamtych czasach jeszcze rzadko korzystano z analizy DNA, nie była jeszcze powszechna w identyfikacji ofiar.

Gdy detektywi starali się dopasować znalezione części ciała, Marty Graham został aresztowany. 17 sierpnia 1987 roku umówił się na skrzyżowaniu ze swoją matką, która miała przynieść mu trochę jedzenia. Kobieta poinformowała policję o miejscu spotkania. Lillian podeszła do niego, przekazał mu jedzenie i poprosiła, żeby się poddał. Po chwili został aresztowany i zabrano go na przesłuchanie. Wieczorem został oskarżony o dokonanie siedmiu morderstw. Jego ubranie było poplamione i detektywi zdobyli zgodę na zbadanie jego spodni i kurtki.

Według Lillian Graham, jej syn twierdził, że gdy się wprowadził, to w mieszkaniu były już zwłoki. On sam nikogo nie zabił. Po kilku dniach w areszcie Marty przyznał się do morderstw. Początkowo mówił, że zabił tylko dwie kobiety. Później zmienił zeznania. Powiedział, że udusił wszystkie siedem kobiet i był w tym czasie pod wpływem narkotyków. Miał wyrzuty sumienia i żałował tego co zrobił. Chciał to wszystko naprawić i przedstawił imiona i nazwiska pięciu zamordowanych kobiet.

Zeznanie

Jedną z kobiet które wymienił Graham była jego dziewczyna, Robin DeShazor. Wspomniał również o 28-letniej Cynthii Brooks i Mary Jeters. Udusił jeszcze 22-letnią Barbarę Mahoney i 24-letnią Patricię Franklin. Niektóre z nich mieszkały razem z nim przez jakiś czas, inne zwabił do mieszkania obiecując narkotyki. Nie znał nazwisk dwóch ofiar, które poznał na ulicy. Jedną z nich była 33-letnia Sandra Gavin. Jego sposób działania był zawsze taki sam. Częstował je narkotykami i alkoholem, potem, za zgodą kobiet, uprawiali seks w trakcie którego Graham je dusił. Po wszystkim zasypiał i po kilku godzinach budził się obok zwłok. Zawsze był tym zaskoczony.

Zeznał, że wszystkie kobiety zamordował w ciągu ostatniego roku, zaczynając od stycznia. „To było coś, co po prostu zaczęło się dziać”. Później nie potrafił już tego zatrzymać. Pierwszą ofiarą była jego dziewczyna, Robin DeShazon. Po wszystkim nie wiedział co zrobić z jej ciałem więc po prostu zostawił ją w mieszkaniu. Przeniósł jej zwłoki na dach na krótko przed tym jak przyprowadził kolejną dziewczynę. Później powiedział o tym następnej dziewczynie, która mieszkała u niego przez jakiś czas. Kobieta zagroziła, że zawiadomi policję, więc Graham pozbył się ciała. Głowę i tułów przeniósł do innego budynku, a resztę szczątków zostawił na dachu, w worku. W pewnym momencie na dach zaczęły zlatywać się ptaki i rozdziobywać worek, co go trochę zaniepokoiło. Wkrótce pojawiły się również robaki, ale te akurat mu nie przeszkadzały.

Utalentowany i religijny

W wolnych chwilach podczas zeznań, Graham szkicował twarze kobiet. Detektywi byli zaskoczeni, że mężczyzna był elokwentny, umiał rysować, był oczytany i nie był analfabetą. Z pewnością jego ulubioną lekturą była Biblia.

Po zakończonych przesłuchaniach detektywi dysponowali 10-stronicowym oświadczeniem Grahama, w którym opisywał każdą zbrodnię i swoje odczucia na temat tego co zrobił. Wielokrotnie podkreślał, że nie chciał i nie miał zamiaru nikogo zabijać. Wszystkie morderstwa były przypadkowe, dokonał ich podczas uprawiania seksu. Trzymał kobiety za szyję i prawdopodobnie zaciskał dłonie zbyt mocno.

Graham został oskarżony i aresztowany. Nie wyznaczono kaucji. W areszcie czekał na wstępne przesłuchanie. Pewnym problemem mogła być jego choroba psychiczna, która budziła zastrzeżenia co do jego przyznania się do winy i zrzeczenia prawa do adwokata. Otrzymał adwokata z urzędu, Joela S. Moldovskiego. Adwokat upierał się, że Graham powinien od razu otrzymać pomoc adwokata. Dowiedział się również, że podczas zeznań, Graham przez kilka godzin był przykuty kajdankami do krzesła. Okazało się, że w tym samym budynku przebywał wtedy adwokat, z pomocy którego Graham mógł skorzystać, ale nie wiedział o tym. Z kolei detektyw Hansen powiedział, że przez cały czas zeznań, w tym samym pokoju z Grahamem siedziała jego matka.

Mniej więcej w tym samym czasie wszystkie zespoły policji zakończyły śledztwo i zapieczętowały dom i mieszkanie Grahama. Niczego więcej już nie znaleziono. Prokuratura potrzebowała teraz tylko dobrych świadków.

Stan umysłu

25 sierpnia 1987 roku Daily News opublikowało anonimowe zeznanie byłej kochanki Harrisona Grahama. Kobieta zeznała, że Graham powiedział jej, że w styczniu 1986 roku zabił kobietę i wyrzucił ją przez okno. Gdy kobieta została sama w mieszkaniu, podeszła do okna i zobaczyła na dachu poniżej stary materac. Wyszła na dach i pod materacem odkryła zwłoki kobiety.

Na początku nie uwierzyła w jego opowieści, ale teraz miała dowód. Mimo wszystko kobieta nadal z nim mieszkała, jeszcze przez jakiś czas. W końcu zawiadomiła policję i wyprowadziła się do swojej matki. Policja nie zlokalizowała ciała.

Kiedy później dowiedziała się o zwłokach znalezionych w jego mieszkaniu była przerażona, ale jednocześnie szczęśliwa, że jej nic się nie stało. „Mam koszmary i nie mogę spać. Czuję jak jego ręce obejmują moją szyję i życie ze mnie ucieka”.

Kobieta zgodziła się zeznawać w sądzie.

27 sierpnia 1987 roku, podczas 6-godzinnego przesłuchania w sądzie, Graham przez cały czas kołysał się na swoim krześle. Prokurator czytał fragmenty jego oświadczenia. Graham wspominał w nim, że musiał być ciągle pod wpływem narkotyków, żeby ignorować ptaki które zjadały zwłoki leżące na dachu, za oknem jego mieszkania.

Ważną sprawą była jego sprawność umysłowa. Joel Moldovsky przedstawił zeznania dwóch psychiatrów, którzy zbadali Grahama. Dr Robert Stanton zeznał, że Graham ma iloraz inteligencji na poziomie 63 punktów, co nie mieściło się w skali normalnie rozwiniętego umysłowo człowieka. Ponadto Graham poważnie nadużywał narkotyków i alkoholu, przez co nie był w stanie współpracować ze swoim obrońcą. Cierpiał na omamy słuchowe i omdlenia, był psychotyczny, z chronicznymi cechami paranoicznymi. Psycholog Albert Levitt powiedział, że Graham aktualnie nie był w stanie czytać, pisać, ani nawet określić jaka jest pora dnia. Był bardzo rozkojarzony.

Dr Robert Sardoff, psychiatra zatrudniony przez prokuraturę, stwierdził, że Graham nie wykazuje cech które uniemożliwiałyby mu współpracę ze swoim obrońcą. „Był w stanie odpowiadać na moje pytania. Był w stanie wydać detektywom oświadczenie które było spójne i logiczne”. Sędzia Edward Mekel uznał, że Graham mógł zostać oskarżony i mógł stanąć przed sądem podczas właściwej rozprawy.

Wstęp do obrony

Cztery dni później szczątki Robin DeShazor, znalezione w torbie i piwnicy, zostały oficjalnie zidentyfikowane na podstawie jej medycznej i dentystycznej dokumentacji. To ona była pierwszą ofiarą Grahama, chociaż on sam opisując morderstwa, stracił rachubę i powiedział, że była kolejną ofiarą. Niestety nie udało się ustalić dokładnej daty śmierci i jej przyczyny.

6 października 1987 roku Graham nie przyznał się do winy w żadnym ze stawianych mu zarzutów. Sędzia Charles Durham zapytał go, czy rozumie postępowanie sądowe. Graham zaprzeczył. Powiedział również, że nie wie gdzie się znajduje. Chwiał się na nogach. Jego adwokat po raz kolejny stwierdził, że jego klient nie jest w stanie uczestniczyć w procesie. Graham powiedział wtedy, że chciałby wrócić do domu.

Prokurator z kolei stwierdził, że Graham symuluje. Sędzia oddalił wszelkie prośby zgłaszane przez Moldovsky’ego, a także wniosek o oddalenie zarzutów o zabójstwo z powodu braku możliwości ustalenia przyczyny śmierci ofiary. Moldovsky powiedział, że przedstawi kolejny raport od psychiatrów.

W styczniu 1988 roku zaplanowano rozpoczęcie procesu. Kolejny raport neurologiczny nie stwierdzał organicznego uszkodzenia mózgu Grahama i mógł on stanąć przed sądem. Proces miał się rozpocząć 18 stycznia. Adwokat Grahama nadal planował opierać obronę swojego klienta na dowodzeniu jego niepoczytalności.

Kim ona jest?

Do zidentyfikowania pozostały zwłoki tylko jednej kobiety. W kostnicy miała tylko numer – 3760. To trudne zadanie zostało przydzielone Frankowi Benderowi. Bender był kimś w rodzaju rzeźbiarza, pracującego dla policji. Od 1976 roku pomagał organom ścigania w identyfikacji ofiar. Zajmował się również przedstawianiem procesów starzenia się poszukiwanych przez policję osób. Jego przygoda w tej dziedzinie zaczęła się po tym, jak został zaproszony do kostnicy, żeby lepiej poznać ludzką anatomię. W kostnicy zobaczył rozkładające się zwłoki, które jeszcze nie były zidentyfikowane. Kobieta miała tylko przydzielony numer – 5233. Została trzykrotnie postrzelona w głowę i jej zwłoki porzucono w pobliżu lotniska. Nikt nie wierzył, że uda się ją zidentyfikować. Bender zrobił rzeźbę jej czaszki i później całej głowy. Udało mu się uzyskać takie podobieństwo, że ofiara została zidentyfikowana i nawet jej morderca stanął przed sądem. Po tym sukcesie, Bender był coraz częściej zapraszany do współpracy z lokalną a także, później, stanową policją. Nikt nie był zaskoczony, że identyfikacją trzeciej znalezionej ofiary Grahama zajmie się właśnie ten człowiek.

Antropolog stwierdził, że ofiara była wysoką, szczupłą czarnoskórą kobietą. Miała 175 cm wzrostu, między 20 a 30 lat. Gdy ją znaleziono, leżała pod zwłokami innej kobiety. Został z niej tylko szkielet. W chwili śmierci miała na sobie spodnie kolory khaki i dwie koszulki z długim rękawem. Obok jej czaszki leżały dwa kolczyki, więc prawdopodobnie należały do niej.

Bender całkowicie oczyścił i umył czaszkę. Umieścił na niej małe, gumowe słupki, które miały pomóc w nakładaniu brązowej gliny, odpowiadającej tkance miękkiej. Do oczodołów włożył sztuczne gałki oczne. Kobieta miała wąską czaszkę. Bender uformował szpiczasty podbródek i lekko krzywą przegrodę nosową. Założył jej perukę, która pasowałaby do kobiety i zrobił zdjęcie, które opublikowano w lokalnej prasie. Teraz tylko trzeba było czekać z nadzieją, że ktoś ją rozpozna i zawiadomi o tym odpowiednie władze.

Starsze małżeństwo zgłosiło zaginięcie ich córki, sześć miesięcy wcześniej. Wiedzieli, że ich córka znała Grahama. Opis który podali pasował do podobizny zrobionej przez Bendera. Jej przyjaciele twierdzili, że podobizna jest do niej podobna i przypomnieli sobie, że kobieta nosiła kolczyki które znaleziono przy jej zwłokach. Na zdjęciu rentgenowskim jej klatki piersiowej widać było charakterystyczną zmianę w jednym żebrze. To zdjęcie było ostatecznym dowodem i 26 stycznia 1988 roku udało się ustalić personalia ostatniej niezidentyfikowanej ofiary Grahama. Była to 25-letnia Valerie Jamison. Kobieta zaginęła w kwietniu 1987 roku, była matką dwóch chłopców.

Teraz wszystkie ofiary miały tożsamość i można było rozpocząć proces.

Przesłuchania wstępne

28 stycznia 1988 roku rozpoczęły się przesłuchania przedprocesowe. Graham został uznany za zdolnego do pojawienia się przed sądem, zgodnie z opiniami pięciu biegłych powołanych przez sędziego. Zeznali oni, że Graham podczas obserwacji i badań był spokojny, przyjacielski i skoncentrowany. Co prawda wykazywał oznaki zaburzeń osobowości, ale rozumiał postępowanie sądowe na tyle dobrze by brać w nim udział. Wyglądało na to, że zdawał sobie sprawę z tego, że grozi mu kara śmierci, ale wierzył, że Bóg czuwa nad nim i „daje mi do zrozumienia, że nadal mnie kocha.” W sądzie Graham pojawił się z różańcem przypiętym do paska od spodni.

Nawet psycholog powołany przez obronę Grahama uznał, że może on stanąć przed sądem. Według niego Graham prawdopodobnie był lekko upośledzony ale jednocześnie okazywał wysoki poziom intelektualny. Dwóch ekspertów uznało, że Graham udawał swoje niezorganizowane zachowanie podczas wcześniejszych przesłuchań. Teraz był całkowicie przytomny i trzeźwy, głównie dzięki lekom antypsychotycznym.

Na początku lutego odbyła się dwugodzinna rozprawa, podczas której ustalono które z dowodów zebranych przez prokuraturę będą dopuszczone podczas procesu. Zgłoszono ponad 100 makabrycznych zdjęć wykonanych z mieszkaniu wynajmowanym przez Grahama. Gdy oskarżony zobaczył te zdjęcia, najpierw lekceważąco machnął w ich kierunku ręką, potem zachichotał i powiedział, że na ich widok zaczynał go boleć brzuch. Sędzia Robert Latrone nakazał Moldovsky’emu żeby uspokoił i uciszył swojego klienta, ponieważ takim zachowaniem tylko sobie szkodzi.

Charles Johnson, śledczy sądowy, złożył zeznania na temat swoich doświadczeń podczas śledztwa i opisał w jaki sposób znalazł każde z siedmiu ciał.

Moldovsky zażądał, żeby rozprawa była zamknięta dla prasy, ale po protestach ze strony prokuratury wycofał swoją prośbę. Prasę reprezentowali dziennikarze z Daily News i Inquirer. Moldovsky powiedział nawet, że cieszy się z obecności dziennikarzy, ponieważ wszyscy zobaczą jak jego klient został potraktowany podczas przesłuchań. Według niego, podczas przesłuchań policjanci pobili Grahama i w ten sposób zmusili go do przyznania się do winy. Policjanci oczywiście zaprzeczyli tym zarzutom.

Niechęć między prawnikami

17 lutego 1988 roku Moldovsky stwierdził przed sądem, że jego klient został wrobiony w morderstwa kobiet, ponieważ morderstwo było niezgodne z pokojową osobowością Grahama. „On nie jest mordercą, on jest kochankiem.” Graham przyznał się do morderstw dopiero wtedy, gdy policjanci mu to zasugerowali. Jego wiek umysłowy był na poziomie 9-latka i był bardzo podatny na wpływy. Możliwe, że kobiety które znaleziono w jego mieszkaniu, zmarły tam z powodu przedawkowania narkotyków, albo zamordował je ktoś inny i po prostu podrzucił ich zwłoki do mieszkania.

Tydzień później adwokat Grahama powołał kolejnego eksperta od psychiatrii. Dr Timothy Michaels stwierdził, że Graham nie rozumiał swoich konstytucyjnych praw w czasie gdy składał obciążające siebie samego zeznania. Był uzależniony od narkotyków i opóźniony umysłowo, dlatego nie mógł wiedzieć co robi kiedy przyznawał się do morderstw.

Roger King wyśmiał opinię psychiatry. Według niego upłynęło zbyt dużo czasu od zeznań żeby można było teraz dokonać dokładnej oceny. Inni eksperci zeznali, że po takim czasie nie mogą wydać orzeczenia w tej sprawie.

John Finn, sierżant z wydziału zabójstw, przyniósł na salę rozpraw kilka dowodów w sprawie, zebranych z miejsca, w którym Graham ukrywał się podczas obławy. Wśród przedmiotów była maskotka Ciasteczkowego Potwora. Graham natychmiast poprosił o zwrot szmacianki, powiedział że śpi razem z nią. Lalka została jednak na swoim miejscu.

Przesłuchania przedprocesowe trwały dwa tygodnie. Sędzia Latrone zasugerował, że może odrzucić przyznanie się do winy do czterech morderstw. Gdy Graham za pierwszym razem był przesłuchiwany to przyznał się do trzech morderstw. Później, podczas przesłuchania prowadzonego przez detektywa Hansena, Graham przyznał się do kolejnych czterech morderstw. Hansen przed przesłuchaniem nie przeczytał praw przysługujących Grahamowi, a był do tego zobowiązany przez prawo. Ten mały szczegół sprawił, że te zeznania straciły swoją wartość. Ostateczne jednak sędzia postanowił dopuścić wszystkie oskarżenia i zarządził kompletowanie ławy przysięgłych. Proces miał rozpocząć się 4 marca. Prokurator ogłosił, że będzie domagał się kary śmierci dla Harrisona Grahama.

Oskarżenie

Joel Moldovsky dopracowywał swoją linię obrony. Stwierdził, że jego klient jest nie tylko chory psychicznie ale także ma wiele osobowości. Według Daily News, Harrison Frank Graham Jr miał trzy osobowości – Frank był wulgarny, był narkomanem i mordercą, „Junior” był niesfornym i kłopotliwym dwulatkiem, który uwielbiał Ciasteczkowego Potwora, a „Marty” był sympatycznym majsterkowiczem, kochał swoją matkę, współpracował z policją i przyznał się do popełnienia morderstw. Graham wdał się także w bójkę z innym więźniem, ale winę za to zrzucił na „Franka”. Prokurator po raz kolejny odrzucił te wszystkie rewelacje i stwierdził, że Graham był zwykłym symulantem.

Matka Grahama przez cały czas wierzyła w jego niewinność. Powiedziała, że nigdy nie pomogłaby policji i go nie wydała, gdyby wiedziała, że może zostać skazany. Stwierdziła, że Graham z pewnością nie kupił koców i prześcieradeł w które zawinięte były zwłoki, więc nie mógł być mordercą. To ktoś inny zabił te kobiety.

8 marca Graham zrezygnował z procesu w którym biorą udział ławnicy i zdecydował, że o jego losie będzie decydował tylko sędzia. Najwyraźniej adwokat i jego matka przekonali go, że zdjęcia i dowody mogą źle wpłynąć na osąd ławy przysięgłych. Sędzia Latrone znał większość dowodów więc proces powinien trwać znacznie krócej niż przewidywano.

Zaskakujące zeznanie

Podczas rozprawy przed sądem zeznawała kobieta o imieniu Paula, która mieszkała z Grahamem przez trzy lata. Kobieta powiedziała, że w czasie uprawiania seksu, Harrison często łapał ją dłońmi za szyję i mocno zaciskał. Kilka razy myślała, że naprawdę chce ją udusić. Powiedział jej, że zabił jedną ze swoich poprzednich dziewczyn, Robin DeShazor, ponieważ był zły, że spotykała się z innymi mężczyznami. Zagroził jej, że może spotkać ją taki sam koniec. Kobieta zeznała, że Graham przyznał się jej, że współżył ze zwłokami. W tym momencie Graham głośno zaprotestował i oskarżył kobietę o kłamstwo. Kobieta zeznawała jednak dalej. Opowiedziała jak wielokrotnie zamykał ja w mieszkaniu, groził jej maczetą. Kilka razy ją zgwałcił, gdy była pod wpływem narkotyków. Kobieta powiedziała również, że odwiedziła Grahama po tym jak już z nim nie mieszkała. W mieszkaniu poczuła okropny smród, zdecydowanie silniejszy w pokoju, który kiedyś służył im jako sypialnia. Graham powiedział, że te zapachy pochodzą z wiadra do którego oddaje mocz. Ostrzegł ją, żeby nigdy sama nie zaglądała do tego pokoju ponieważ nie poradzi sobie z tym co tam zobaczy.

Wbrew pozorom, zeznania kobiety trochę pomogły obrońcom Grahama. Robin DeShazor została pobita, a nie uduszona. Paula żyła i mieszkała z Grahamem i nic złego jej się nie stało. Zeznanie dodało wiarygodności opinii, że Graham nie zdawał sobie sprawy z tego co robił.

Zwłoki na dachu

Dwa dni później zeznawała kolejna kobieta, Mary Hogan. Mary również mieszkała z Grahamem i również nic jej się nie stało. Powiedziała, że uprawiali seks kilka razy w ciągu dnia. Graham również zaciskał dłonie na jej szyi. Kobieta widziała również ciało Robin leżące na dachu. Oznaczało to, że zwłoki były tam przed październikiem 1986 roku. W końcu kobieta postanowiła się wyprowadzić, ale Graham zagroził że ją zabiję i zamknął ją w mieszkaniu. Udało jej się wydostać i po swoje rzeczy wróciła w towarzystwie policjanta. Powiedziała mu o zwłokach na dachu ale jej nie uwierzył.

Moldovsky poprosił ją, żeby wyjęła z torby z rzeczami Grahama kukiełkę Ciasteczkowego Potwora. Kobieta zdecydowanie odmówiła, powiedziała, że nie chce dotykać tej lalki. Według jej zeznań, Graham codziennie rozmawiał z Ciasteczkowym Potworem.

Hogan powiedziała również, że nigdy nie kochała Grahama i nie była w ciąży, tak jak on myślał. Podczas tych słów Graham gwałtownie wstał, odepchnął dwóch policjantów i podszedł do stołu dla świadków. Zdenerwował się. Najwyraźniej nie spodobało mu się to co przed chwilą usłyszał, nie potrafił pogodzić się z tym, że został oszukany.

Kolejnym świadkiem był znajomy Grahama, uzależniony narkoman. Mężczyzna powiedział, że widział jak Graham, podczas kłótni, próbował udusić dwie kobiety. Zeznał również, że Harrison przyznał mu się do zamordowania innych kobiet i widział na łóżku zwłoki Mary Mathis. Zeznania tego świadka nie były jednak brane pod uwagę, ponieważ okazało się ktoś zapłacił mu za składanie takich właśnie zeznań. Przesłuchania świadków wezwanych przez prokuratora trwały cztery tygodnie. Teraz przyszła kolej obrony.

Obrona

Pierwszym świadkiem powołanym przez obronę była Wilhelmina Williams, kobieta która opiekowała się Harrisonem pomiędzy 2 i 7 rokiem jego życia. Kobieta zeznała, że Harrison wolno przyswajał wiadomości. Nie potrafił sam o siebie zadbać. Kobieta nigdy nie widziała, żeby chłopak coś samodzielnie czytał lub pisał. Matka Harrisona poparła te zeznania, ona również zeznała, że jej syn sam nigdy niczego się  nie nauczył. W przeciwieństwie do innych jej dzieci, Harrison nie potrafił pojąc różnicy pomiędzy dobrem i złem. W szkole sprawiał kłopoty i długo cierpiał na koszmary nocne.

Dr Timothy Michaels ponownie stanął na miejscu dla świadków. Zeznał, że Graham nie mógł sobie przypomnieć niczego związanego z pierwszymi pięcioma morderstwami. Na tej podstawie nie można było ocenić jego stanu psychicznego w czasie popełniania tych zbrodni. Gdy został aresztowany, wspomnienia z dwóch ostatnich morderstw były świeże i Graham był wtedy w stanie psychotycznym. Miał halucynacje, mówił głosem Boga i Diabła. Psychiatra dodał, że jeśli zeznania Grahama na policji nie zostały wymuszone, tak jak on sam twierdził, to Graham zdecydowanie wiedział, że to co zrobił było złe. To sugerowałoby, że w czasie popełniania tych zbrodni był zdrowy psychicznie. Ukrywanie zwłok również na to wskazywało.

Kiedy zeznania skupiły się na kościach nóg znalezionych w torbie, Harrison zaczął chichotać pod nosem. Reporter z Inquier zapytał go później dlaczego wtedy zaczął się śmiać. Graham odpowiedział mu, że w zeznaniach pominięto jedną kostkę.

Graham przyniósł na salę rozpraw cztery lalki przypominające włochate małpki i bawił się nimi w czasie zeznań świadków. Być może w ten sposób chciał podkreślić swoje zaburzenia psychiczne. Chciał również stanąć na miejscu dla świadków i wszystko wyjaśnić. Każdego dnia wchodził na salę sądową sprężystym i pewnym krokiem.

22 kwietnia 1988 roku Moldovsky wygłosił swoją mowę końcową. Przedstawił kilka możliwości. Kobiety znalezione w mieszkaniu mogły tam umrzeć z powodu przedawkowania narkotyków. Inne osoby, na przykład krewni właściciela mieszkania, mogli również mieć związek z tymi morderstwami i zaaranżować całą sytuację, by na końcu „znaleźć ciała”. Adwokat podkreślił również, że jego klient był pod wpływem narkotyków i mógł po prostu przypadkowo udusić te kobiety. Mógł to być nieszczęśliwy wypadek.

Zastępca prokuratora okręgowego, Roger King, uznał te oświadczenia za „czystą fantazję” i po raz kolejny wezwał sędziego Latrone do rozważenia jedynie prawdziwych i twardych dowodów w tej sprawie. Podkreślił, że nikt nie potrafiłby uwierzyć w to, że można przypadkowo udusić siedem kobiet. Harrison Graham był po prostu seryjnym mordercą.

Winny

Sędzia Latrone uznał Harrisona Grahama winnym wszystkich zarzutów morderstwa pierwszego stopnia i bezczeszczenia zwłok. Kiedy ogłaszał wyrok, Graham wyprostował się, nerwowo mrugał oczami i potrząsał głową. Moldovsky w późniejszej rozmowie z dziennikarzami powiedział: „Zakładam, że wie, że został uznany za winnego… ale pewności nie mam.”

Pomimo wszelkich dowodów winy, matka Harrisona nadal uważała, że jest niewinny. Kobieta stwierdziła, że jej syn został wrobiony przez właściciela mieszkania i jego przyjaciół. „On nawet nie wie co się dzieje.”

Po ogłoszeniu wyroku Graham uśmiechał się i rozdawał autografy. Wszystkim mówił, że się nie martwi wyrokiem. Jego adwokat uważał, że nie należy skazywać go na karę śmierci. Uważał, że jego klient powinien żyć, żeby psychologowie mogli go dokładnie zbadać. Jeden z psychologów, dr Gerald Cooke, powiedział, że Graham doznał organicznego uszkodzenia mózgu. Cooke nie był ekspertem w tej dziedzinie i takie podejrzenie zostało już wcześniej wykluczone przez neurologa.

Wyrok

W maju 1988 roku sędzia Latrone ogłosił wyrok. Na sali sądowej nie było nikogo z rodziny Grahama. Podczas odczytywania wyroku Latrone ani razu nie spojrzał na skazanego.

Harrison Graham został skazany na sześć kolejnych wyroków pozbawienia wolności od 7 do 14 lat, sześć wyroków kary śmierci i jeden wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Sędzia Latrone zastrzegł, że kara śmierci ma zostać wykonana dopiero po odbyciu kary dożywotniego pozbawienia wolności. W praktyce oznaczało to, że Graham został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności bez możliwości zwolnienia warunkowego.

Taki wyrok był bezprecedensowy i skutecznie zniechęcił obrońców do jakichkolwiek protestów i apelacji. Moldovsky nie chciał ryzykować zmiany wyroku, każdy inny mógłby być gorszy. Harrison Graham został osadzony w więzieniu w Pittsburgu. Zaczął czytać Biblię i po pewnym czasie został ministrantem.

W 1994 roku, podczas rutynowego przeglądu spraw w Sądzie Najwyższym, urzędnicy doszli do wniosku że wyrok w jego sprawie jest niezgodny z prawem. W jednogłośnym orzeczeniu, Sąd Najwyższy Pensylwanii orzekł, że wyrok śmierci musi zostać wykonany.

Harrison Graham

Egzekucję zaplanowano na 7 grudnia 1994 roku, ale sędzia Latrone ją wstrzymał. Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych odmówił rozpatrzenia tej sprawy i wyznaczono nową datę wykonania wyroku kary śmierci na sierpień 1996 roku. Kolejne apelacje i zabiegi prawne przeciągnęły sprawę do 2002 roku. W tym roku Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zakazał wykonywania egzekucji więźniów upośledzonych umysłowo. Zespół obrońców Grahama po raz kolejny rozpoczął walkę, by udowodnić, że ich klient spełnia te wymogi. Jeden z psychiatrów stwierdził, że podczas badania Graham uzyskał wyniki niższe niż wskazuje jego zachowanie. Jego IQ było na poziomie niższym niż 70, ale nie świadczyło to o jego upośledzeniu. Stwierdzono, że Graham zachorował na chorobę umysłową przed ukończeniem  18 roku życia, a to już spełniało kryteria do uniknięcia kary śmierci, które ustanowiło Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne.

20 grudnia 2003 roku oficjalnie uchylono mu wyrok kary śmierci i przywrócono karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Obecnie Harrison Graham przebywa w więzieniu o średnim poziomie bezpieczeństwa, SCI Coal Township w Pensylwanii. Jego opiekun opisuje go jako „łagodnego i pozbawionego przemocy”. Nadal jest ministrantem. Wygląda na to, że pobyt w więzieniu dobrze mu służy. Nie zażywa narkotyków, a mury więzienia dają mu pewną stabilizację i przewidywalność, której nie miał na wolności.

Jeśli podobał Ci się ten tekst to może warto docenić naszą pracę i wesprzeć nas na Patronite (kiknij tutaj). Dziękujemy 🙂

przygotował Michał, na podstawie tekstu Katherine Ramsland (CrimeLibrary.com)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *