Nagranie wideo

Widzimy je wszędzie. Kamery bezpieczeństwa wiszą w każdym sklepie i centrum handlowym. Bezszelestnie monitorują nas podczas codziennych zakupów. Ich obecność sprawia, że czujemy się bezpieczniej. 12 lutego 1993 roku kamery monitoringu w centrum handlowym Bootle Strand pod Liverpoolem w Anglii zarejestrowały kradzież czegoś najcenniejszego.

Na nagraniu z tego dnia widzimy małe dziecko, które trzyma za rękę nieco większego chłopca. Przed nimi idzie drugi chłopiec, w wieku około 10 lat. Cała trójka wygląda jak rodzeństwo. Ludzie których mijają, nie zdają sobie sprawy, że są świadkami wstępu do jednego z najbardziej wstrząsających morderstw w Wielkiej Brytanii. Ten mały, 2-letni chłopiec zaufał swoim dopiero co poznanym kolegom, którzy spokojnie, trzymając go za rękę, wyprowadzili go z centrum handlowego.  Był zbyt mały i słaby by później obronić się lub spróbować uciec. Gdy opuszczali centrum handlowe, matka 2-latka rozpoczynała poszukiwania swojego jedynego synka.

Ten mały chłopiec to James Bulger. Przed nim długi i bezcelowy spacer w towarzystwie dwóch 10-letnich oprawców. W czasie spaceru będzie bity i torturowany i w końcu umrze z powodu odniesionych ran i zostanie porzucony na torach kolejowych. W czasie tego spaceru tych troje dzieci napotkało wielu dorosłych. Wystarczyło zapytać czy nie potrzebują pomocy, czy nie szukają ich rodzice. Tak niewiele mogło zapobiec tej tragedii.

Jon Venables i Robert Thompson przez cały dzień spacerowali po centrum handlowym, w zasadzie bez celu. Byli na wagarach. Ukradli trochę drobnych rzeczy, między innymi baterie, puszkę niebieskiej farby, cukierki i lalkę przypominającą trolla. Nie wiadomo dlaczego postanowili porwać dziecko. Czy było to zaplanowane, czy może spontaniczny pomysł? Gdy już go prowadzili za rękę, nie wiedzieli co dalej z nim zrobić. Mogli bez problemu pozostawić go na chodniku i wtedy ktoś z pewnością zainteresowałby się pozostawionym bez opieki maluchem. Ale Jon i Robert, jak większość dzieci w ich wieku, woleli zniszczyć swoją „własność” niż oddać ją komuś obcemu.

Jon i Robert byli łobuzami i mieli problemy z przestrzeganiem dyscypliny. Ale do tej pory nie zrobili niczego co mogłoby sugerować aż taką okrutność. Który z nich zaproponował porwanie dziecka? Kto postanowił zamordować chłopca? Który z nich wpadł na pomysł jak to zrobić? Wiele wskazywało na to, że mógł być to Robert. To on był twardym i krnąbrnym łobuzem. Swoją postawą i z krótko ogoloną głową sprawiał wrażenie dziecka któremu lepiej nie wchodzić w drogę. Jon był z kolei szczuplejszy i delikatniejszy. Wyglądał na bardziej wrażliwego chłopca. Po ich zatrzymaniu Jon od razu zaczął płakać i miał duże wyrzuty sumienia. Robert miał kamienną twarz i z zimną krwią stawiał czoło sytuacji w jakiej się znalazł. Wydawało się, że to Robert był sprawcą, a Jon tylko biernym obserwatorem. Jednak po późniejszych przesłuchaniach i badaniach chłopców, okazało się, że pierwsze wrażenie mogło być mylące.

Podczas zeznań Jon obwiniał Roberta, a Robert obwiniał Jona. Dla dzieci kłamstwo wydaje się łatwym wyjściem z sytuacji, zwłaszcza gdy obok jest inne dziecko na które można zrzucić całą winę. Nawet gdyby przyznali się do winy, to w jaki sposób ci 10-letni chłopcy mieliby wytłumaczyć swoje motywy? Jak mieliby znaleźć słowa by opisać swoją chęć do okaleczania, torturowania i w końcu zabicia 2-letniewgo chłopca?

Uprowadzenie

Mały James

Matka chłopca, Denise Bulger, wszędzie go ze sobą zabierała. Wcześniej była w ciąży, ale nie doczekała rozwiązania i James był jej pierwszych i jedynym synem, o którego bardzo dbała. Miała 25 lat i chciała mieć więcej dzieci. Chłopiec w marcu 1993 roku miał skończyć 3 latka. Miał duże niebieskie oczy, jasno brązowe włosy i piękny uśmiech.

W piątek, 12 lutego, Denise towarzyszyła dziewczynie swojego brata, Nicoli, w wyprawie do centrum handlowego. Oczywiście zabrała ze sobą synka. Około 14:30 dotarły na miejsce i weszły do dwupiętrowego, nowoczesnego centrum handlowego. Nicola musiała wymienić jakieś ciuchy w TJ Hughes. Denise czekała w sklepie i pilnowała chłopca. James z minuty na minutę robił się coraz bardziej niespokojny i nie chciał siedzieć w wózku. Denise wzięła go na ręce i wyszli ze sklepu. Kupiła mu przekąski, ale to nie uspokoiło chłopca. Kobieta musiała jeszcze wejść do sklepu mięsnego i miała wracać do domu. Denise zauważyła, że w sklepie nie ma kolejki i sama weszła do środka. James został przed wejściem. Chłopiec wyrywał się gdy był u niej na rękach, więc Denise pomyślała, że może uspokoi się, gdy przez chwilkę zostanie sam.

Sprzedawca w sklepie pomylił się w zamówieniu i Denise musiała zostać w sklepie dłużej niż planowała. Po chwili w sklepie pojawiła się Nicola. Dziewczyna widziała Jamesa przed wejściem – chłopiec bawił się niedopałkiem papierosa. Denise w końcu wyszła ze sklepu, ale po chwili wbiegła do niego z powrotem. Ze łzami w oczach krzyknęła „Byłam w sklepie tylko kilka sekund. Wyszłam na zewnątrz, a jego nigdzie nie ma”.

Wagarowicze

Tego samego dnia rano Jon Venables wyszedł do szkoły. Miał przy sobie kartkę z notatką od swojej mamy, z pozwoleniem na zabranie myszoskoczków, którymi miał się opiekować podczas zbliżających się ferii. W drodze do szkoły Jon zmienił plany i postanowił zrobić sobie „dzień wolny”. Plecak schował w dobrze sobie znanej kryjówce. Po chwili spotkał Roberta Thompsona i jego brata. Chłopcy wałęsali się bez celu. Jon i Robert nie lubili swojej szkoły, czuli się w niej jak wyrzutkowie. Obaj mieli zaległości w nauce. Obaj też lubili wagarować i spędzać ten czas razem.

W ten piątek poszli na spacer do centrum handlowego Bootle Strand. Gdy chodzili po centrum handlowym, sprzedawcy w sklepach uważnie im się przyglądali. Obaj mieli na sobie szkolne uniformy, a to oznaczało że są na wagarach. Jon i Robert przyszli do centrum handlowego żeby coś ukraść. W zasadzie było im wszystko jedno co ukradną. Baterie, farby, długopisy, ołówki, małe lalki, owoce, słodycze, kosmetyki i inne drobiazgi. Skradzionymi rzeczami bawili się przez jakiś czas i je wyrzucali. Największą rozrywką była sama kradzież.

Przeganiano ich ze wszystkich sklepów. Przez chwilę bawili się kopiąc puszkę z farbą, do czasu aż zaczęła przeciekać. Potem dokuczali starszej kobiecie, szturchali ją w plecy i szybko uciekali. Przeganiający ich sprzedawcy pytali, czemu nie są w szkole. Chłopcy odpowiadali, że dziś akurat mają dzień wolny.

„Złapmy dzieciaka”

Który z nich wpadł na pomysł porwania dziecka? W areszcie Robert powiedział, że to była propozycja Jona – „Dorwijmy jakiegoś dzieciaka, od wieków żadnego nie uderzyłem.” Jon twierdził, że to pomysł Roberta – „Złapmy jakiegoś dzieciaka, i niech się zgubi. Wyprowadzimy go na zewnątrz i zostawimy samego. Gdy wejdzie na jezdnie to potrąci go samochód.” Być może obaj mówili prawdę? Być może pomysł porwania dziecka ekscytował ich z każdym kolejnym zdaniem. Czy to był początkowo tylko żart, coś w rodzaju wyzwania? Chłopcy mówili o sobie, że są twardzielami, przechwalali się swoimi wyczynami, nakręcali się wzajemnie do coraz to większych wyzwań. Być może Jon bardzo chciał zaimponować swojemu przyjacielowi. Robert również chciał podtrzymać swój wizerunek bezwzględnego chuligana. Żaden z nich nie wycofał się ani nie stchórzył, gdy padł pomysł porwania dziecka. Chłopcy koniecznie chcieli sobie udowodnić, że nie są już małymi dziećmi.

W domu towarowym TJ Hughes pewna kobieta zauważyła, że jej 3-letnia córka i 2-letni synek bawią się z dwoma starszymi chłopcami. Jon i Robert klęczeli i bawili się portmonetkami. Otwierali je i zamykali z trzaskiem. Ta zabawa przyciągała uwagę rodzeństwa. Kobieta zawołała dzieci, ale po chwili one znów się oddaliły. Po odejściu od kasy kobieta podeszła do córki i zdenerwowana zapytała gdzie jest jej młodszy brat. Dziewczynka odpowiedziała, że wyszedł na zewnątrz z chłopakami. Kobieta szybko wybiegła przed sklep i zobaczyła synka w towarzystwie Jona i Roberta. Szli spokojnie alejką. Kobieta krzyknęła i jej syn się odwrócił. Gdy Jon zobaczył matkę chłopca lekko się wystraszył i powiedział małemu żeby do niej wracał. Obaj 10-latkowie szybko odeszli i skręcili w boczną alejkę.

Później Jon i Robert poszli w stronę stoiska z napojami, niedaleko sklepu mięsnego. Liczyli na to, że uda im się ukraść trochę cukierków. Niestety stoisko było nieczynne. Stali tam przez dłuższą chwilę i zastanawiali się co będą dalej robić. W pewnym momencie Jon zobaczył małego chłopca. Chłopiec stał przed sklepem mięsnym i jadł cukierki. Jon zawołał do niego „chodź tu, mały” i James podszedł w jego kierunku. Po chwili Jon złapał go za rękę i zaczęli iść w kierunku wyjścia. Gdy tak szli, wielu ludzi zwróciło na nich uwagę. James kilka razy oddalał się od starszych „opiekunów”, ale po chwili wracał. O godzinie 15:42 troje dzieci opuściło centrum handlowe.

„Zaginął mały chłopiec”

Denise wpadła w panikę. Od razu poszła do biura ochrony i podała rysopis synka. Miał na sobie szary dres i niebieską kurtkę przeciwdeszczową, koszulkę z napisem „Noody” i niebieski wełniany szalik z białym kocim pyszczkiem. Ochroniarze podeszli do tego zgłoszenia ze spokojem. Wiele razy podawali przez głośniki informację o zaginionych dzieciach. Tym razem nikt niczego nie zgłosił. Denise i Nicola przeszukały sklepy i ponownie wróciły do biura ochrony. Nadal nikt nie widział Jamesa. O godzinie 16:15 zadzwoniły na posterunek policji przy Marsh Lane i zgłosiły zaginięcie dziecka.

Śmierć na torach kolejowych

„Chcę do mamy”

Jon i Robert wyszli z Bootle Strand i szli w górę ulicy Stanley Road. Nieśli małego chłopca, który ciągle płakał i marudził. Postawili go na ulicy niedaleko poczty i powiedzieli głośno: „Wszystko w porządku? Mówiliśmy Ci żebyś nie uciekał.” James krzyczał, że chce do mamy, ale chłopcy ignorowali jego błagania. Jon prowadził go za rękę. Czasem go puszczał i wtedy chłopiec wybiegał do przodu albo zostawał w tyle. Wszyscy zeszli z chodnika i poszli w stronę kanału pod mostem. Jon i Robert żartowali, że wepchną Jamesa do wody.

To właśnie nad kanałem po raz pierwszy zrobili Jamesowi krzywdę. Jeden z nich (obaj obwiniali siebie nawzajem) podniósł chłopca do góry i rzucił nim o ziemię. James upadł na głowę. Jeśli poważnie rozważali zamordowanie chłopca, to mogli to zrobić właśnie w tym miejscu. Tu nie było świadków i chłopcy odważyli się skrzywdzić to dziecko. Jednak Jon i Robert uciekli, wystraszyli się trochę tego co zrobili. Nie byli gotowi na zabicie człowieka, więc zostawili płaczącego Jamesa nad kanałem.

Po krótkiej chwili jakaś kobieta zobaczyła malucha nad kanałem. Uznała, że chłopiec po prostu oddalił się od grupy swoich kolegów. Jon i Robert zauważyli ją i postanowili wrócić po chłopca. Zaczęli go wołać i mały James, z wielkim siniakiem i rozcięciem na czole, znów zaczął iść w stronę swoich oprawców. Założyli mu na głowę kaptur od płaszcza przeciwdeszczowego i mocno naciągnęli go na czoło. Teraz siniak i rozcięcie nie było już tak widoczne.

Chłopcy wzięli Jamesa za ręce i ruszyli dalej ulicą Stanley Road. Mijali wielu dorosłych. Ludzie widzieli zapłakanego małego chłopca z rozciętym czołem. Nikt nic nie zrobił. Gdyby James rozpaczliwie płakał i wołał swoją mamę, może wtedy ktoś by zareagował. Nikt z dorosłych nie domyślał się co tu się tak naprawdę dzieje. Nikt nie domyślał się, że dwaj 10-latkowie prowadzą tego malucha, żeby go zabić.

„Uspokajający kopniak”

Idąc ulicą chłopcy tak jakby stracili cel swojej wyprawy. Szli po prostu przed siebie. Świadkowie widzieli jak ciągnęli Jamesa za ręce. Chłopiec zaczynał stawiać większy opór. Jeden ze świadków widział, jak któryś z chłopaków mocno kopnął Jamesa w żebra. Po tym kopniaku James trochę się uspokoił. Cała trójka pokonała już prawie 2 kilometry. Wielu świadków widziało jak James stawia opór, jak ucieka starszym „opiekunom”. W pewnym momencie James prawie wbiegł na jezdnię pod koła samochodu. W ostatniej chwili Robert wciągnął go na chodnik i później obaj ciągnęli Jamesa za ręce. Wielu dorosłych uznało, że James płacze ponieważ nie pozwolono mu biegać swobodnie.

W końcu Jon złapał Jamesa za nogi a Robert trzymał go pod pachami. W ten sposób zanieśli chłopca na trawiastą górkę przy zbiorniku wodnym. Tam usiedli żeby odpocząć. W pewnym momencie minęła ich kobieta spacerująca z psem. Ta kobieta później zeznała, że widziała jak James siedział między Robertem i Jonem i był zadowolony i rozbawiony. Niedługo później inna osoba zauważyła jak Jon uderzył Jamesa i mocno nim potrząsnął. Powoli zaczynało się ściemniać.

„Teraz żałuję, że nic nie zrobiłam”

Starsza kobieta przechodziła obok górki na której odpoczywali chłopcy. Zauważyła, że James płacze  i że jest ranny. Podeszła do nich i zapytała czemu ten mały chłopiec płacze, czemu ma posiniaczoną twarz.

Robert i Jon odpowiedzieli zgodnie, że znaleźli chłopca u podnóża górki i że go nie znają. Kobieta powiedziała im, żeby zaprowadzili go na posterunek policji przy Walton Lane. Dokładnie wytłumaczyła im jak tam trafić i ruszyła w swoją stronę. Po chwili odwróciła się i zobaczyła, że cała trójka odchodzi w przeciwnym kierunku. Kobieta krzyczała za nimi, ale oni nie reagowali. Chwilę później spotkała inną kobietę i ta ją uspokoiła, mówiąc, że widziała ich wcześniej i wtedy mały James był zadowolony i uśmiechnięty. Obie kobiety uznały, że to rodzeństwo które nieporadnie opiekowało się sobą.

Po powrocie do domu starsza kobieta zobaczyła w telewizji wiadomości o zaginionym 2-letnim chłopcu. Od razu zadzwoniła na policję i opowiedziała o wszystkim. Na koniec dodała – „Teraz żałuję, że nic nie zrobiłam.”

Chłopcy ruszyli w dalszą drogę i trafili na County Road. Przeszli już niemal 4 kilometry. W pewnym momencie zauważyła ich kobieta z psem. Przez chwilę obserwowała całą trójkę i w końcu podeszła i zapytała co tutaj robią. Robert i Jon odpowiedzieli jej, że znaleźli tego małego chłopca w Strand i właśnie odprowadzają go na posterunek policji. Inna kobieta z córką, która przysłuchiwała się tej rozmowie powiedziała, że mocno oddalili się od posterunku policji przy Walton Lane. Jon powiedział jej, że taką drogę wskazał im jakiś mężczyzna. Kobieta zapytała ich gdzie mieszkają. Robert już chciał odpowiedzieć, ale wtedy wtrącił się Jon i powiedział, że po drodze do domu mają posterunek policji. Robert puścił rękę Jamesa, tak jakby chciał się już od niego uwolnić. Wyglądał na zdenerwowanego i chciał odejść. Wtedy Jon krzyknął na niego i Robert ponownie chwycił Jamesa za rękę.

Kobieta która dołączyła do rozmowy, spojrzała na Jamesa i zapytała go czy wszystko w porządku. James nic nie odpowiedział. Jon zapewniał, że znajdą posterunek policji i tam odprowadzą Jamesa. To wszystko wyglądało podejrzanie. Kobieta poprosiła panią z psem, żeby popilnowała jej córki, a ona odprowadzi całą trójkę na posterunek policji. Niestety pani z psem nie zgodziła się, ponieważ jej piesek nie lubił dzieci. W końcu chłopcy ruszyli w dalszą drogę. Młodsza kobieta jeszcze raz zapytała, czy na pewno znają drogę na posterunek. Jon wskazał jej kierunek w którym pójdą.

Po chwili weszli do sklepu i zapytali sprzedawcy gdzie mogą kupić słodycze dla ich młodszego brata. Sprzedawca zauważył zadrapania i siniaki na twarzy Jamesa. Następnie weszli do sklepu zoologicznego. Sprzedawca zauważył, że Jon zdecydowanie zbyt mocno trzyma Jamesa za rękę i nie chce go puścić.

Wyszli ze sklepu i zauważyli, że nieco dalej wybuchł pożar. Przyglądali się przez chwilę i ruszyli dalej. Skręcili w Church Road West. Tutaj trafili na dwóch starszych kolegów Roberta. Koledzy zapytali kim jest ten mały chłopiec którego prowadzą za ręce. Robert powiedział, że to młodszy brat Jona i właśnie odprowadzają go do domu. Starszy z kolegów zauważył siniaki na twarzy Jamesa i powiedział, że jeśli nie odprowadzą go do domu to skopie im tyłki.

Chłopcy poszli dalej. Doszli do torów kolejowych i na chwilę się zatrzymali. Jeszcze nie było za późno by porzucić płaczącego Jamesa. Posterunek policji był już niedaleko. Obok nich przechodzili jacyś ludzie i wtedy któryś z chłopców powiedział głośno: „Mam już dość tego mojego młodszego brata. Mam go na głowie całe popołudnie. Powiem mamie, że już więcej nie będę się nim zajmował”. Po chwili wrócili w kierunku Walton Lane i świadkowie później zeznali, że widzieli jak James wtedy się śmiał, chłopcy grali z nim w jakąś grę. Była godzina 17:30 i zrobiło się już ciemno. Posterunek policji znajdował się po prawej stronie, a dom Roberta po lewej. Chłopcy postanowili wrócić na tory kolejowe. Idąc w kierunku torów Jon zerwał z głowy Jamesa przypinany kaptur i wyrzucił go w krzaki. Chłopcy uznali, że już nie będzie potrzeby zakrywać siniaków i rozcięć na twarzy Jamesa.

Koniec trasy

Nadal nie wiadomo w którym momencie Robert i Jon postanowili zabić Jamesa. Gdyby od początki mieli taki zamiar, być może nie spacerowaliby z nim ruchliwymi ulicami, gdzie widziało ich wielu ludzi. Teraz zastała ich noc i James był ranny. Gdyby zaprowadzili go na posterunek policji, policjanci od razu zobaczyliby obrażenia na głowie chłopca i z pewnością Robert i Jon ponieśliby karę. Być może nawet od razu zostaliby zamknięci w areszcie. Czy to strach przed karą spowodował, że postanowili zabić chłopca? Czy może jednak chcieli zadać mu więc cierpienia i bólu?

Przeszli razem ponad 4,5 kilometra, spędzili ze sobą kilka godzin. Chronili go przed tym, żeby nie wbiegł na ulicę pod pędzące samochody. Zostawili go nad kanałkiem ale jednak po niego wrócili. Tylko oni wiedzieli dlaczego przyprowadzili go na tory kolejowe. Przeszli przez dziurę w płocie i szli drogą z betonowych płyt. Posterunek policji znajdował się po drugiej stronie niewielkiego wzniesienia.

Kolejne ataki i morderstwo Jamesa Bulgera miało miejsce między 17:45 a 18:30. Zaczęło się od tego, że jeden z oprawców chlusnął niebieską farbą w twarz Jamesa. Maluch natychmiast zaczął płakać. Według Blake’a Morrisona, autora książki „As If”, chłopcy zrobili to, żeby odczłowieczyć Jamesa. Chcieli pozbawić go ludzkich cech. Pomalowany na niebiesko nie wyglądał jak mały chłopiec tylko jak duża zabawka, albo kosmita. Bicie i w końcu zabicie zabawki czy kosmity było dla nich łatwiejsze. Chłopcy rzucali w Jamesa kamieniami, kopali go i rzucali dużymi kawałkami cegieł. Zdjęli mu buty i ściągnęli spodnie. Być może próbowali go wykorzystać seksualnie. James był także bity żelaznym prętem. Gdy Robert i Jon uznali, że James nie żyje, położyli go na torach kolejowych. Jego głowę obłożyli cegłami. Postanowili opuścić to miejsce zanim nadjedzie pociąg.

 Wściekłość matki

Po całym zdarzeniu Jon i Robert pieszo wrócili do miasta. Poszli odwiedzić przyjaciela, ale nie zastali go w domu. Przez chwilę stali pod drzwiami i znudzeni poszli do sklepu gdzie sprzedawano i wypożyczano filmy. Robert często tam przychodził, pomagał też sprzedającej tam kobiecie w odbieraniu zaległych opłat i wypożyczonych filmów. Również tym razem kobieta zaoferowała im zapłatę za odebranie zaległego filmu. Gdy wrócili po obiecane pieniądze, do sklepu wbiegła zdenerwowana Susan Venables, matka Jona. Szukała go wszędzie, była także przy torach kolejowych. Wyciągnęła obu chłopców ze sklepu i zaczęła na nich krzyczeć. Robert po chwili uciekł, a Susan zaprowadziła Jona na posterunek policji i poprosiła policjantów żeby porozmawiali z jej synem. Gdy wrócili do domu Jon zaczął płakać. Susan powiedziała mu, że w centrum handlowym porwano małego chłopca i kimkolwiek był ten zwyrodnialec który to zrobił, mógł zrobić to samo z Jonem.

W międzyczasie Robert wrócił do domu i ze łzami w oczach opowiedział jak matka Jona wyciągnęła ich ze sklepu i zaczęła ich szarpać i na nich krzyczeć. Ann Thompson, matka Roberta, natychmiast zgłosiła na policję sprawę pobicia jej syna. W tym momencie obaj chłopcy przyjęli rolę ofiar, w której czuli się znacznie lepiej niż w roli oprawców. Na posterunku policjant zauważył małe zadrapanie pod okiem Roberta. Założył, że to sprawka matki Jona, Susan Venables.

Podejrzani 10-latkowie

„Gdybym ich zobaczył, skopałbym im tyłki”

W wieczornych wiadomościach nagłośniono sprawę zaginięcia małego Jamesa. Po emisji natychmiast rozdzwoniły się telefony. Wielu dzwoniących twierdziło, że widziało chłopca w Walton. Po jednym z telefonów, gdzie rozmówca poinformował, że widział chłopca nad kanałem, policjanci postanowili następnego ranka sprawdzić to miejsce. Przesłuchano również Ralpha i Denise Bulgerów, rodziców Jamesa. W przypadkach zaginięcia dzieci, ich rodzice są pierwszymi rutynowymi podejrzanymi. Policja miała zbyt dużo informacji, które oczyszczały rodziców chłopca. Do późnej nocy oglądano nagrania wideo z kamer ochrony centrum handlowego. Szukali starszego mężczyzny z kucykiem, o którym wspominało wielu świadków. Mężczyzna ten miał zaczepiać tego dnia kilkoro dzieci w centrum handlowym.

W pewnym momencie na ekranie monitora pojawił się James. Obraz był niewyraźny, ale można było zauważyć, że chłopiec był z dwoma starszymi kolegami, a nie ze starszym mężczyzną z kucykiem. Okazało się, że policjanci nie mają do czynienia z dorosłym pedofilem, ale z dwoma młodymi chłopakami, z dziećmi. Z nagrania nie udało się zidentyfikować tych starszych chłopców, ale opis ubrania tego malucha pasował do opisu ubrań podanego przez jego matkę. Policjanci obserwowali nagranie na którym cała trójka opuszcza centrum handlowe. Wszyscy byli przygotowani na to, że napastnikiem będzie dorosły mężczyzna, a nie dwójka młodych chłopców.

Następnego ranka płetwonurkowie przeszukiwali kanał. Inna grupa rozpoczęła poszukiwania na lądzie. Policja udostępniła mediom zdjęcia chłopców. Wszyscy mieli nadzieję, że znajdą się świadkowie którzy widzieli troje małych dzieci. Niestety nagrania były tak niewyraźne, że to mógł być każdy dzieciak z sąsiedztwa. Rodzice zaczęli podejrzewać swoje dzieci. Ann Thompson wprost zapytała Roberta, czy to on jest na tych nagraniach. Chłopak oczywiście zaprzeczył.

W niedzielę rano maszynista zauważył na torach coś, co wyglądało jak lalka. Nie był zaskoczony czy zdziwiony, dzieci które bawiły się przy torach często coś na nich zostawiały. Po pewnym czasie przypomniał sobie o uprowadzonym Jamesie i postanowił zadzwonić na policję.

„To kot. To kot zawinięty w folię. Wtedy zobaczyliśmy nogi.”

W niedzielę po południu ciało Jamesa znaleźli czterej chłopcy. Pojawili się przy torach ponieważ szukali piłki którą kopnęli w tę stronę. Na początku myśleli, że to kot. Potem pomyśleli, że to lalka, rozerwana na pół.

Jon i Robert położyli Jamesa bezpośrednio na torach. Wiedzieli, że za chwilę będzie jechał tamtędy pociąg. Liczyli na to, że wszyscy uznają to za wypadek. James sam poszedł na tory i wszedł pod pociąg. Mieli nadzieję, że przejeżdżający pociąg zniszczy wszystkie ślady.

Górna część ciała była zawinięta w płaszcz. Dolna część ciała była naga i nadal leżała na torach. Miał 42 obrażenia, w większości na twarzy i głowie. Nie zmarł od razu, ale jakiś czas przed tym jak przejechał po nim pociąg. James nadal żył gdy Jon i Robert zostawili go na torach.

Miejsce zbrodni

Policjanci wstrzymali cały ruch pociągów. Wszystkim dowodził detektyw Albert Kirby. Odgrodzono i osłonięto miejsce zbrodni. Dwie części chłopca leżały w małej odległości od siebie. Wyglądało to tak, jakby były dwa miejsca zbrodni i dwa ciała do zbadania. Policjanci ustalili, że James został położony na torach nogami na zewnątrz. Wydawało się, że jego głowa została przyciśnięta dużymi cegłami, ale duża siła z jaką uderzył pociąg nie dawała ku temu pewności. Dolna część ciała została odrzucona kilka metrów dalej.

Ubrania które zostały z niego zdjęte leżały przy jego głowie. Majtki było mocno przesiąknięte krwią. Niedaleko policjanci znaleźli ciężki metalowy pręt, pokryty krwią. Było też dużo zakrwawionych kawałków cegieł i ciężkich kamieni. Przy zwłokach znaleziono kilka baterii AA – popularnych paluszków. Znaleziono też puszkę z niebieską farbą. James został brutalnie pobity, głównie w okolicach głowy i szyi. Miał wiele złamań, rozcięć i siniaków. Na jednym policzku miał siniaka z odciśniętą podeszwą buta. Nie było jednoznacznych śladów wskazujących na wykorzystanie seksualne, jednak detektywi uważali, że niektóre z obrażeń poniżej pasa były podejrzane i miały charakter seksualny.

Nawet najbardziej doświadczeni detektywi byli przerażeni skalą obrażeń jakich doznał ten mały chłopiec. Już samo uprowadzenie i zamordowanie tego dziecka było wstrząsające. Do tej pory do opinii publicznej trafiła informacja, że chłopiec został przejechany przez pociąg. Detektywi postanowili nie ujawniać tego, że przed śmiercią został brutalnie pobity.

Denise Bulger od czasu zaginięcia jej syna cały czas przebywała na komisariacie. W pewnym momencie zauważyła nerwowość i poruszenie wśród policjantów na posterunku i wyczuła, że stało się coś złego. Po chwili dowiedziała się, że na torach znaleziono ciało małego chłopca. Teraz czekała już tylko na potwierdzenie, że to jej mały James.

Po pewnym czasie Robert przyszedł na tory kolejowe i położył jedną różę na miejscu zbrodni. Przychodzili tam też inni ludzie, zostawiali kwiaty i stworzyli coś w rodzaju pomnika chłopca. Wszędzie były ekipy telewizyjne i filmowały to wszystko. Robert przekonywał sam siebie, że przecież nie mógłby zabić chłopca i później przynieść na to miejsce kwiaty.

Jon w domu wykazywał duże zainteresowanie tą sprawą. Często pytał matkę, czy złapano już chłopaków którzy porwali tego malucha. Powiedział, że gdyby ich spotkał, to skopałby im tyłki. W niedziele matka powiedziała mu, że chłopiec został znaleziony martwy przy torach kolejowych. Jon zapytał matkę jak się czuje. Neil, ojciec Jona, zapytał go o ślady niebieskiej farby na rękawie jego płaszcza. Jon powiedział, że to Robert rzucił w niego puszką po farbie. Kiedy w wiadomościach podano, że na zwłokach znaleziono ślady niebieskiej farby, rodzice Jona jeszcze otwarcie go nie podejrzewali. Wiedzieli także, że Jon nie był  w szkole w dniu w którym porwano chłopca i miał na sobie płaszcz w kolorze musztardowym –  płaszcz w takim samym kolorze miał jeden z porywaczy.

Teraz cała praca policji skierowana była na znalezienie dwóch podejrzanych chłopców. Sprawdzono listy obecności w szkołach i zorganizowano kilka konferencji prasowych. Napływało wiele informacji o wieku tych dzieciaków. Niektórzy rodzice zgłaszali nawet swoje dzieci, jako potencjalnie podejrzane. W pewnym momencie policja wytypowała jednego podejrzanego 12-latka. Po tym jak chłopiec został wyprowadzony z domu przez policję, wokół domu zebrał się tłum i ludzie zaczęli rzucać kamieniami w okna. Chłopak nie został jednak o nic oskarżony. Mimo tego jego rodzina musiała zmienić miejsce zamieszkania.

Matka podejrzewa syna

Pewna kobieta zadzwoniła na posterunek policji i powiedziała, że jej przyjaciółka ma syna o imieniu Jon. Jon w piątek opuścił szkołę, miał także ślady niebieskiej farby na rękawie kurtki. Bardzo przypominał chłopaka, który był na nagraniu z monitoringu. Kobieta powiedziała, że dobrym kolegą Jona był Robert Thompson, który również w piątek opuścił szkolne zajęcia. Policjanci nie mieli innych podejrzanych i zdecydowali się przesłuchać tych chłopaków.

18 lutego w czwartek, o 7:30 czterech policjantów pojawiło się przed drzwiami mieszkania Ann Thompson. Mieli ze sobą nakaz przeszukania. Kiedy Robert uświadomił sobie, że jest podejrzany, zaczął płakać. Policjanci zebrali jego ubrania i zauważyli, że na jego butach są ślady krwi.

Kiedy policjanci przyszli po Jona Venablesa, drzwi otworzyła jego matka Susan i od razu powiedziała: „Wiedziałam że tu będziecie. Powiedziałam mu, że przyjdzie policja ponieważ w piątek był na wagarach.” Susan powiedziała, że Jon wrócił do domu w piątek cały pobrudzony farbą. Funkcjonariusze od razu poprosili o pokazanie musztardowego płaszcza na którym były ślady niebieskiej farby. Na rękawie ślad farby przypominał nawet odcisk małej dłoni. Jon podbiegł do matki i zaczął płakać. „Nie chcę iść do więzienia, mamo, ja nie zabiłem tego dziecka. To Robert Thompson. On zawsze wpędza mnie w kłopoty.” Ciągle płacząc Jon powiedział, że policjanci powinni porozmawiać z Robertem. Nawet na komisariacie Jon ciągle pytał jak wygląda sytuacja z Robertem. Był bardzo ciekawy czy Robert został również aresztowany i gdzie teraz przebywa.

Policjanci początkowo nie podejrzewali, że Jon i Robert są mordercami. Po prostu sprawdzali telefoniczne zgłoszenie. Chłopcy którzy byli na nagraniu z monitoringu wyglądali na 13-14-latków. Jon i Robert mieli po 10 lat i byli drobnymi dzieciakami. Zgodnie z procedurami Jon był przesłuchiwany na komisariacie przy Lower Lane, a Robert na komisariacie przy Walton Lane, czyli bardzo blisko miejsca w którym znaleziono zwłoki Jamesa.

Podczas przesłuchania obaj byli zarówno wystraszeni jak i bardzo zaciekawieni. Podczas pobierania odcisków palców, Jon nerwowo wypytywał na czym to polega. Wszystko było dla niego niesamowite. Pytał, czy odciski palców zostawia się na wszystkim czego się dotyka, czy zostawia się je na skórze. Pytał także, czy gdy kogoś się mocniej szarpnie to można zostawić jakieś ślady na jego skórze. Chciał również wiedzieć, czy Robert też jest tak samo przesłuchiwany i czy od niego także pobrano odciski palców. Policjanci pobrali od chłopców również próbki krwi i włosów.

W międzyczasie na policję zadzwonił sprzedawca ze sklepu w centrum handlowym. Podejrzewał, że chłopcy z nagrania monitoringu mogli być w piątek u niego  w sklepie.  Policjanci przyjechali na miejsce i zebrali odciski palców. Wśród nich były takie, które pasowały do odcisków Jona.

Robert zaprzecza, Jon płacze

Przesłuchanie Roberta

Robert był przesłuchiwany w czwartek, czyli tego samego dnia w którym został przywieziony na posterunek. Przesłuchiwali go sierżant Phil Roberts i posterunkowy Bob Jacobs. Oczywiście podczas przesłuchania była obecna jego matka i psycholog. Na początku przesłuchanie wydawało się trudne, ponieważ nie wiadomo było czy chłopiec zna i rozumie swoje prawa. Zapytano go, czy wie jaka jest różnica między prawdą i kłamstwem. Robert odpowiedział, że rozumie swoje prawa i wie jaka jest różnica między prawdą i kłamstwem, ale podczas przesłuchania łatwo mylił oba te pojęcia. Bardzo często spierał się z przesłuchującymi go policjantami, zwłaszcza jeśli chodziło o jakieś drobne sprawy. Na trudne pytania odpowiadał niegrzecznie „cóż, to ja tam byłem, a nie ty”, albo „tak ci się tylko wydaje”. Z każdym kolejnym pytaniem kłamstwa i pewność siebie Roberta stawały się coraz słabsze.

Robert przyznał, że razem z Jonem nie byli w piątek w szkole i poszli do centrum handlowego. Chodzili tam bez celu, od sklepu do sklepu. Robert stwierdził, że widział w centrum handlowym małego Jamesa i jego matkę. Mijali się na ruchomych schodach. Policjanci od razu zwrócili uwagę na ten fragment rozmowy. Dlaczego Robert zwrócił uwagę akurat na Jamesa i jego matkę?

W centrum handlowych w piątek było wiele matek ze swoimi dziećmi. Robert powiedział, że razem z Jonem po krótkim czasie opuścili centrum handlowe, poszli do biblioteki i później wrócili do swoich domów. Podczas przerwy w przesłuchaniu oba zespoły skontaktowały się ze sobą. Jon zeznał, że był razem z Robertem, ale nic nie wspominał o tym, że razem byli w centrum handlowym.

Po ponownym rozpoczęciu przesłuchania, detektywi zapytali Roberta dlaczego Jon nic nie wspomniał o tym, że byli razem  w centrum handlowym. Robert powiedział, że może Jon pomyślał, że zrobił coś złego. Mógł zrobić coś co sprawiło, że mały James poszedł za nimi i później gdzieś się zgubił. Robert stwierdził, że nic o tym jednak nie wiedział, ponieważ w ogóle nie odwracał się za siebie. Policjanci powiedzieli, że chłopak z nagrania z monitoringu ma taką samą kurtkę jak Robert. „Dużo takich samych kurtek jak moja zostało sprzedanych.” Podczas całego przesłuchania Robert odpowiadał spokojnie. Przez całe swoje życie był twardym gościem i teraz też wiedział, jak zachować spokój. Do niczego się nie przyznawał.

Detektyw Roberts: Uważamy, że wyszedłeś z centrum handlowego z Jamesem i z Jonem.
Robert Thompson: Kto tak mówi?
Detektyw Roberts: My tak mówimy, właśnie teraz.
Robert Thompson: Nie, nigdy z nim nie wyszedłem.
Detektyw Roberts: W takim razie powiedz nam co się stało.
Robert Thompson: W gazecie jest napisane, że Jon trzymał go za rękę.

W ten sposób Robert oskarżył Jona, ale jednocześnie nie przyznał, że widział jak Jon trzyma Jamesa za rękę. Stwierdził także, że przez cały dzień był razem z Jonem. W tym momencie było bardzo blisko sytuacji w której Robert przyznałby się do wszystkiego. Robert zaczynał płakać gdy detektywi przyłapywali go na kłamstwie. Teraz też zaczął płakać, ale nie uronił przy tym żadnej łzy. Po chwili zeszła z niego presja i znów spokojnie powiedział „Nigdy go nie dotknąłem.”

Teraz Robert powiedział, że Jon trzymał Jamesa za rękę i razem chodzili po okolicy. Powiedział, że zostawili Jamesa przy kościele. Znów był zdenerwowany i powiedział, że to on będzie ponosił całą winę za to morderstwo. Późnym wieczorem zakończono przesłuchanie. Detektywi oznajmili Robertowi, że jest zatrzymany i nie wróci na noc do domu. „Dlaczego muszę tu zostać? To Jon zabrał to dziecko.”

Następnego ranka Robert powiedział, że zostawił Jona i Jamesa przy torach kolejowych. Jon wylał wtedy farbę na twarz Jamesa. Robert odszedł i nie miał pojęcia co stało się później. Detektywi zapytali chłopca, czy ukradł baterie. Robert poczerwieniał na twarzy i zaprzeczył, ale był wyraźnie zdenerwowany tym pytaniem.

Przełamanie

Po kilku godzinach naprzemiennego przyznawania się i zaprzeczania, do rozmowy wtrąciła się matka chłopaka. Powiedziała mu, że będzie mu lżej jeśli powie prawdę. Robert zaczął płakać.

Robert: Jon rzucił mu cegłą w twarz.
Ann: Dlaczego to zrobił?
Robert: Nie wiem.
Detektyw Roberts: No dobrze, pomyślmy. Zobaczmy co już mamy, gdzie jesteśmy. Dochodzimy powoli do prawdy.
Robert: Tak, cóż, w końcu to ja poniosę całą winę, mam na sobie krew.

Robert zaczął opowiadać, jak Jon wpadł w szał. Wszystko wymknęło się spod kontroli. Jon zaczął rzucać w chłopca kolejnymi kamieniami, a potem uderzał go „jakąś wielką metalową rzeczą z dziurami”. Potem Jon zaczął bić Jamesa kijem. James leżał tam, w poprzek torów, nieruchomo, z otwartymi oczami. Jon wyjął baterie i rzucił jedną z nich w twarz chłopca. Robert ciągle powtarzał, że przez cały czas próbował odciągnąć i uspokoić Jona, krzyczał na niego żeby przestał.

Zdumieni detektywi zapytali, dlaczego Jon to wszystko zrobił. Robert nie wiedział jak odpowiedzieć. Powiedział, że on tylko szczypał Jamesa. Detektywi powiedzieli, że Robert pewnie też bił tego malucha, na co chłopak odpowiedział: „Cóż, to wy tak myślicie.”

Robert często płakał podczas tego przesłuchania. Widać było, że martwi się o swoją matkę. Wiele z jego odpowiedzi było skierowanych wprost do niej. „Próbowałem go odciągnąć, ale on po prostu ciągle go bił, i bił, i bił, a ja nie mogłem z tym nic zrobić.” Matka spytała go, dlaczego przyniósł różę na miejsce w którym znaleziono zwłoki Jamesa. „Dzięki temu mały James wie, że próbowałem mu tam wtedy pomóc i wie, że teraz o nim myślę”. Robert powiedział też, że obawia się prześladowania z powodu zamordowania takiego małego dziecka.

Następnego dnia Robert przyznał, że dotknął Jamesa. Stwierdził, że chciał przenieść chłopca z torów. W ten sposób usprawiedliwił ślady krwi na swoich butach. Gdy zobaczył jak dużo było krwi to położył Jamesa z powrotem. Przez cały czas przesłuchania Robert martwił się tym, że Jon się z tego wywinie. „Możecie zapytać naszą nauczycielkę, który z nas jest gorszym łobuzem i z pewnością powie wam, że to Jon.” Robert powiedział, że ma młodszego braciszka, Bena. „Dlaczego miałbym zabić tego chłopca, gdy mam małego brata? Gdybym chciał zabić takie dziecko, to raczej zabiłbym swojego braciszka, prawda?”

„Nie jestem zwyrodnialcem”

Detektywi zostawili najtrudniejsze pytania na koniec. James miał pewne uszkodzenia w okolicach genitaliów i odbytu. Detektywi uważali, że któryś z chłopaków włożył do odbytu Jamesa baterie AA. Te pytania zdenerwowały Roberta znacznie bardziej niż jakiekolwiek inne. Detektywi zapytali go, który z nich zdjął Jamesowi spodnie i majtki. Robert znów zaczął płakać. „Nie jestem zboczeńcem. Czy Ty chciałbyś żebym nazwał cię zboczeńcem?” Po chwili zwrócił się do matki „Powiedzieli że jestem zboczeńcem, słyszałaś?” Potem odmówił odpowiedzi na dalsze pytania. Detektywi zaczęli się głośno zastanawiać, co Jon powiedziałby na ten temat. Robert był bardzo zdenerwowany i powiedział, że Jon pewnie powiedziałby, że to Robert zdjął Jamesowi spodnie i majtki i bawił się jego genitaliami. Pod koniec przesłuchania Robert powiedział, że Jon przykrył głowę Jamesa kamieniami. Robert również położył jeden kamień, ponieważ chciał zatrzymać krwawienie.

Jon Venables

Robert przez większość przesłuchania kontrolował swoje zachowanie i dyskutował z przesłuchującymi go policjantami. Jon od początku wpadł w histerię. Był bardzo wystraszony i onieśmielony obecnością przesłuchujących go policjantów. Często musieli przerywać przesłuchanie ponieważ Jon nie był w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie. Jon raczej nie kłamał, on raczej starał się nie powiedzieć prawdy. Gdy był spokojny, przyznawał się do wielu rzeczy, w przeciwieństwie do Roberta, który wszystkiemu zaprzeczał.

Podczas przesłuchania obecna była jego matka, Susan, i to mocno denerwowało Jona. Po pewnym czasie uznano, że obecność rodziców źle wpływa na syna i od tej pory rodzice przebywali w innym pokoju. Neil i Susan zapewnili Jona, że cokolwiek nie zrobił i cokolwiek nie powie to nadal będą go kochać. Po takim zapewnieniu Jon był w stanie opowiedzieć nieco więcej o całym zdarzeniu.

Pierwszego dnia przesłuchania Jon próbował mocno oskarżać Roberta. To Robert był tym złym, to on sprawiał kłopoty, Jon unikał z nim kontaktu. Robert głównie spędzał czas z dziewczynkami, ponieważ wszyscy uważali go za złego chłopaka. Jon zeznał, że Robert zbierał lalki trolli. Większość z nich była rozebrana i Robert pokazywał ich pośladki i genitalia. Jon powiedział, że Robert bardzo często ssał swojego kciuka. Mimo wszystko, Jon był zafascynowany i zapatrzony w Roberta. Opowiadał o tym jak razem wyruszali by coś ukraść i przebywanie z Robertem było dla niego bardzo ekscytujące. Z Robertem robił wiele złych rzeczy, których nie zrobiłby z innymi, „dobrymi”, kolegami. Sam również nie zrobiłby niczego złego – „Za bardzo się boję.”

Jon powiedział, że w piątek, w dniu porwania i morderstwa, to Robert wpadł na pomysł żeby nie iść do szkoły. Dosyć długo i szczegółowo opowiadał o tamtym dniu. Chłopcy poszli do parku, potem na stare tory kolejowe i na cmentarz, gdzie Robert chciał ukraść kwiaty, ale Jon się na to nie zgodził. Według Jona to Robert ukradł puszkę niebieskiej farby i później nią w niego rzucił. Mimo że opowiadał ze szczegółami o tym dniu, nic nie wspomniał o wizycie w centrum handlowym. Gdy dowiedział się, że Robert o tym opowiedział, Jon rozpłakał się i powiedział, że Robert kłamie.

Detektyw Dale: Widzisz, Robert twierdzi, że był z Tobą i razem byliście w Bootle Strand.
Jon: Nie byliśmy.
Detektyw: Robert mówi że byliście.
Jon: Tak, byliśmy, ale nie widzieliśmy tam żadnych dzieci. Nie okradliśmy żadnych dzieci.
Detektyw: Więc jednak byliście w centrum handlowym.
Susan (krzycząc): Czy byliście e Bootle Strand?
Jon (płacząc): Tak, ale nigdy nie zaczepiliśmy żadnego dziecka, mamo. Nigdy nie porwaliśmy dziecka.
Detektyw: Pani Venables, czy mógłbym panią prosić żeby nie krzyczała pani na syna?
Jon (histerycznie płacząc): Mamo, my nigdy nie złapaliśmy dziecka. Nigdy. Widzieliśmy tych dwóch chłopaków, naprawdę. Nigdy nie złapaliśmy dziecka, mamo. Mamo, my nigdy. Mamo, Ty myślisz, że tak, ale my nigdy, nigdy.

Po tych słowach Jon był w szoku. Susan powiedziała: „Gdybym o tym wszystkim wiedziała wcześniej, Jon, zabrałabym Cię na posterunek od razu, bez tego całego przedstawienia przed moim domem…”

„Zabiłem go”

Następnego ranka detektywi skonfrontowali Jona z kolejnymi zeznaniami Roberta. Robert twierdził, że to Jon porwał dziecko. „Ja nie dotknąłem tego dziecka” – Jon podskoczył na krześle. „Mamo, ja go nie zabiłem. Zabraliśmy go nad kanał i tam go zostawiliśmy. Mamo, tylko tyle.” Zapytany o to jak trafili na tego chłopca, zeznał, że James sam chodził po centrum handlowym. W tym momencie Jon zdał sobie sprawę, że sam sobie zaprzecza. Im bardziej był zapędzony w kozi róg tym bardziej wzrastał jego niepokój.

Detektywi byli pewni, że Jon chce powiedzieć prawdę, ale obawia się tego, jak na to zareaguje jego mama. Po tym jak rodzice zapewnili chłopca że nadal go kochają, Jon usiadł na kolanach mamy, przytulił się do niej i powiedział „Zabiłem go. Jak czuje się jego mama? Powiesz jej, że jest mi przykro?”

Detektywi czekali na te słowa. Jon przyznał się bez nacisku. Ale to nie wszystko. Kolejną zagadką było to, w jakim stopniu uczestniczył w tym Robert. Tego nie byli pewni.

W dalszej części przesłuchania Jon powiedział, że Robert w centrum handlowym ukradł puszkę z niebieską farbą. Potem zobaczyli jakiegoś chłopca i Robert powiedział „Złapmy tego dzieciaka.” Obaj wyprowadzili go z centrum handlowego. Jon powiedział, że podszedł do chłopca i złapał go za rękę, ale to był pomysł Roberta. Gdy byli już na zewnątrz, przez chwilę mieli pomysł żeby odprowadzić go do matki, ale Robert powiedział, że wrzucą go do kanału. Robert chciał przekonać Jamesa, żeby wychylił się nad wodę i miał nadzieję, że straci równowagę i wpadnie do kanału. James nie chciał podejść do brzegu kanału. Jon powiedział, że Robert wtedy złapał Jamesa i wrzucił go do wody. Chłopcy wystraszyli się i uciekli. Jon nie potrafił powiedzieć czemu wrócili w to miejsce. We trójkę ruszyli w stronę torów kolejowych. Im bardziej rozmowa zbliżała się do morderstwa, tym bardziej Jon był zdenerwowany. Nie chciał rozmawiać o „najgorszym momencie”.

„Najgorsza część”

Gdy Jon był skłonny do rozmowy, wtedy o wszystko obwiniał Roberta. „Zabraliśmy go na tory i zaczęliśmy rzucać w niego kamieniami.” Na pytanie, który z nich rzucał kamieniami, Jon odpowiedział, że był to Robert. Według Jona, Robert rzucił w chłopca też metalowym prętem. Jon przyznał, że on też kilka razy rzucił w chłopca kamieniami. Ale tylko kilka razy, małymi kamieniami i tylko w ramiona a nie w głowę.

Według Jona, Robert rzucił w chłopca puszką z niebieską farbą. Trafił go w głowę. James zaczął płakać. „Czy boli Cię głowa? Założymy Ci plaster” – zapytał go Robert, podniósł cegłę i rzucił nią w głowę chłopca. James głośno krzyknął i przewrócił się. Po chwili jednak ponownie stanął na nogach. Jon powiedział, że kilkukrotnie starał się odciągnąć Roberta. James ponownie wstał, ale Robert kazał mu leżeć na ziemi. Krzyczał na niego i go wyzywał. Po chwili uderzył go żelaznym prętem i chłopiec ponownie się przewrócił. Tym razem upadł na brzuch, na tory kolejowe. Wtedy chłopcy uciekli i zostawili leżącego na torach Jamesa. Jon stwierdził, że wtedy powiedział do Roberta: „Czy nie uważasz, że zrobiliśmy już wystarczająco dużo?”

Jon powiedział, że nigdy nie czuł złości w stosunku do Jamesa. „Nie, tak naprawdę nie chciałem zrobić mu krzywdy. Ja nie chciałem go zranić ani nic takiego. Nie chciałem mu zrobić dużej krzywdy, tylko tak trochę, lekko… specjalnie w niego nie trafiałem.” Jon powiedział, że to Robert ściągnął Jamesowi spodnie i majtki. On tylko trochę pomógł, zdejmując mu buty. Sam nie wiedział dlaczego to zrobił. Powiedział, że Robert podniósł majtki Jamesa i założył je na głowę chłopca. Jon twierdził, że nie czuł gniewu wobec chłopca, jednak podczas zeznań na ten temat przejawiał oznaki mocnego zdenerwowania, często mocno zaciskał pięści.

Jon powiedział, że kopnął Jamesa, ale „tylko lekko”, również „lekko” uderzył go w klatkę piersiową i twarz. Według niego Robert kopnął chłopca około 10 razy w krocze i w twarz. Jon przyznał, że nigdy wcześniej nikogo nie kopał. Gdy temat rozmowy przeszedł na sprawę baterii, Jon znów wpadł w histerię i zaczął płakać. „Nic nie wiem o tym, co Robert robił z bateriami.” Na pytanie, czy Robert robił coś jeszcze z genitaliami Jamesa, Jon bardzo się zdenerwował i zaczął uderzać siedzącego obok niego ojca, Neila.

Oskarżenie

W sobotę zarówno Robert jak i Jon byli mocno zmęczeni i przygnębieni. Śledczy wiedzieli, że mają już wystarczające dowody bo ich oskarżyć i dlatego zakończyli przesłuchania.

Robert wszystkiemu zaprzeczał i wszystkich świadków nazywał kłamcami. Ale gdy opowiadał o zdarzeniach z tamtego dnia, wyglądało na to że mówi sporo prawdy. Potrafił dobrze manipulować i umiał płakać wtedy, kiedy według niego było to korzystne. Jon konsekwentnie obwiniał o wszystko Roberta, ale też przyznał się do wielu rzeczy. Jego kłamstwa były bardziej wyszukane, ale też szybciej przyznawał się gdy został przyłapany na kłamstwie.

Policjanci z Walton postanowili zabrać chłopców na przejażdżkę trasą którą prowadzili małego Jamesa. Jon pojechał pierwszy w nieoznakowanym radiowozie. W czasie drogi często pytał czy odciski palców zostawiają ślady na skórze. Kiedy w trasę ruszył Robert, chłopiec był wyraźnie zdenerwowany perspektywą spotkania się z Jonem. Rzeczywiście, obaj chłopcy byli mocno zdenerwowani tym pierwszym spotkaniem od czasu morderstwa. Może byli na siebie źli, albo obawiali się tego co powiedzieli na swój temat.

W sobotę o 18:15 Jon został oskarżony o uprowadzenie i zamordowanie Jamesa. Obaj chłopcy zostali oskarżeni również o próbę uprowadzenia innego dziecka z centrum handlowego. Oczekując na odczytanie treści oskarżenia Jon siedział i rysował coś na kartce papieru. Od czasu do czasu zaczynał płakać, ale tylko wtedy gdy płakała jego matka. Tego samego wieczoru Robert również został oskarżony o uprowadzenie i zamordowanie Jamesa. Powiedział tylko: „To Jon to zrobił.”

Obaj chłopcy zostali zatrzymani do czasu procesu, który miał się rozpocząć w listopadzie 1993 roku. Zostali poddani badaniom psychiatrycznym i dodatkowym przesłuchaniom. W międzyczasie brytyjski system sądowniczy musiał przygotować się do procesu dwóch bardzo młodych oskarżonych.

Proces

Społeczność Merseyside była zaskoczona wiekiem podejrzanych, ale też odetchnęła z ulgą, że zostali złapani i postawiono im zarzuty. W poniedziałek reporterzy zjechali się do szkoły do której chodzili Jon i Robert. Bardzo chcieli zdobyć jakieś ich zdjęcia i porozmawiać z ich kolegami z klasy. Jeden z chłopców zajął miejsce na którym siedział Robert i dumnie ogłosił: „Siedzę na miejscu mordercy!” Rodziny Venables i Thompson musiały ukrywać się przed tłumem reporterów, którzy otoczyły ich domy.

Przed procesem gazeta „The Sun” opublikowała zdjęcie Jona z lizakiem, w drodze do sądu. Pod zdjęciem był artykuł opisujący jak dobrze i dostatnio chłopcy żyją za kratami. Te informacje wzburzyły opinię publiczną.

Jon i Robert, dla ich bezpieczeństwa, dostali nowe tożsamości i osadzono ich w oddzielnych jednostkach. Zmieniono im wiek i rodzaj przestępstwa za które zostali osadzeni w areszcie. Takie rozwiązania tylko zachęcały chłopców do wypierania prawdy i tego co zrobili. Zrezygnowano z jakichkolwiek form rozmowy czy porady przed procesem, ponieważ mogło to wpłynąć na ich wspomnienia o tym zdarzeniu. Na tamten moment obaj chłopcy zaprzeczali pobiciu i morderstwu i każdy z nich obwiniał kolegę o dokonanie najbardziej brutalnych czynów. Jedynie przyznanie się Jona wskazywało na ich winę.

14 maja 1993 roku Jon i Robert mieli stanąć przed sądem w Liverpool Crown Court aby przyznać się do winy. Jon miał atak hiperwentylacji i nie mógł uczestniczyć w przesłuchaniu. Zarówno prokuratorzy jak i obrońcy nie byli pewni, czy chłopak będzie mógł uczestniczyć w procesie.

Jon – profil psychologiczny

Policja przesłuchała rodziców obu chłopców. Rodzice Jona uważali, że jest dobrym synem, dobrze wychowanym, ale czasem jest nadpobudliwy. Susan martwiła się, że jej syn był ofiarą dręczenia w szkole i według niej był to powód częstych zmian szkoły. W nowej szkole Jon zaprzyjaźnił się z Robertem. Matka Jona sugerowała, że Jon zrobił to z litości. Uważała także, że Robert znęcał się nad jej synem.

Starszy brat Jona, Mark, miał problemy z mówieniem i z nauką i dlatego uczęszczał do szkoły specjalnej. Mark również często był niespokojny. Michele, młodsza siostra Jona, również chodziła do szkoły specjalnej. Być może Jon był zazdrosny o dodatkową uwagę jaką otrzymywało jego rodzeństwo. Jego rodzice wiele razy rozchodzili się i wracali do siebie. Mogło to wpłynąć na poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa u tego młodego chłopaka. Jon miał niską samoocenę i często stawał w obronie gdy ktoś sugerował, że jego rodzina nie jest normalna. Wiele wskazywało na to,  ze bardzo starał się coś ukryć. Dr Susan Bailey, która badała Jona na potrzeby procesu, stwierdziła, że nie istniały żadne organiczne upośledzenia i uszkodzenia mózgu, które mogłyby powodować problemy w zachowaniu. Stwierdziła, że chłopak był zdolny do uczestniczenia w procesie.

Raporty psychologiczne również stwierdzały, że Jon nie cierpiał na żadne choroby psychiczne, nie miał depresji czy halucynacji. Był niespokojny, pobudzony i wrażliwy. Chłopak mógł łatwo się zdenerwować i wtedy nie był w stanie mówić o morderstwie. Mimo to, czasem wspominał matce o swoich wspomnieniach, zwłaszcza o obrazie na którym krew tryska z ust Jamesa. Miał również sny, w których ratuje Jamesa przed cierpieniem i całego i zdrowego oddaje w ręce jego matki.

Ważne było ustalenie czy Jon rozumie czym jest śmierć i że jest ona nieodwracalna. Taka wiedza wpłynęłaby na jego rozumienie powagi popełnionego przestępstwa. Jon mówił, że śmierć oznacza, że ludzie nie mogą wrócić i miał wyobrażenie o niebie i piekle jako miejscach bez powrotu. Twierdził też, że boi się oglądać przemoc pokazywaną w telewizji. Jeśli w filmie były sceny w których lała się krew, Jon odwracał głowę i zasłaniał dłońmi uszy.

Psychiatrzy zapytali go o trzy życzenia. Jon odpowiedział, że chciałby opuścić areszt, chciałby zamienić świat w fabrykę czekolady i chciałby żyć wiecznie, mając pieniądze, w świecie bez wypadków i chorób. Gdyby mógł być kimkolwiek, chciałby być postacią graną przez Sylwestra Stallone w filmie „Rocky” albo niebieskim jeżem o imieniu Sonic, z gry komputerowej, ponieważ „szybko biegał i ratował swoich przyjaciół.”

Robert – profil psychologiczny

Jon nie chciał rozmawiać o morderstwie, Robert natomiast był w stanie opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Psychiatra Eileen Vizard spotkała się z Robertem. Podczas spotkania, na stole leżało kilka lalek, które miały odgrywać role głównych bohaterów wydarzeń z tamtego piątku. Były tam również rozłożone małe tory kolejowe i zabawkowe bronie, które zostały użyte podczas tego napadu. Robert podniósł lalki i pokazał, jak „lalka Jona” bije „lalkę Jamesa”, a w tym czasie „lalka Roberta” próbuje powstrzymać „lalkę Jona”. Robert pokazał jak próbował odciągnąć Jona i jak podczas szamotaniny upadł na plecy. Nie potrafił jednak wytłumaczyć w jaki sposób „lalka Jamesa” doznała jakichkolwiek obrażeń na tle seksualnym.

Podczas dalszych pytań dotyczących wykorzystania seksualnego, Robert stawał się coraz bardziej zamknięty w sobie i nerwowy. Kiedy Eileen Vizard zasugerowała, że cały atak mógł mieć podłoże seksualne, Robert nie zareagował. Wyglądał tak, jakby taka sugestia w ogóle go nie zaskoczyła. Nie zaprzeczył i nie potwierdził tej teorii.

Na pytanie o jego odczucia w stosunku do Jamesa, Robert miał niewiele do powiedzenia. Stwierdził, że James był spokojniejszy niż jego młodszy brat Ben. James również ciągle pytał gdzie jest jego mama. Robert powiedział, że Jon nie lubił dzieci, w przeciwieństwie do niego samego. Stwierdził także, że chętnie kopnąłby Jona prosto w twarz. Pani psychiatra powiedziała, że może to zrobić używając lalek. Po chwili Robert odegrał scenkę w której „lalka Roberta” bije „lalkę Jona”.

Kiedy rozmawiali o jego rodzinie, Robert bardzo mocno bronił swojej matki, która miała problem z nadmiernym spożywaniem alkoholu. Często miał koszmary w których kogoś gonił i w pewnym momencie wbiegał na ulicę i był potrącany przez samochód.

Ostatecznie Eileen Vizard stwierdziła, że Robert jest ponad przeciętnie inteligentny i nie cierpi na żadną chorobę psychiczną czy depresję. W tamtym momencie miał tylko objawy zespołu stresu pourazowego.

1 listopada 1993 roku, początek procesu

Aby umożliwić oskarżonym chłopcom obserwowanie tego co dzieje się na sali sądowej zbudowano specjalne podwyższenie na którym mogli usiąść. Przykręcono również krzesła do podłogi, żeby zebrana publiczność nie mogła nimi rzucać. Ustalono, że proces będzie odbywał się w godzinach podobnych do tych z zajęć szkolnych, między 10:30 i 15:30. Chłopcy mieli być w sądzie razem, mieli być nazywani „Dziecko A” (Robert) i „Dziecko B” (Jon). Robert, siedząc na podwyższeniu, wyglądał na większego i starszego niż 10 lat. Przeważnie siedział wyprostowany i patrzył się przed siebie lub w sufit. Nie okazywał żadnych emocji, od czasu do czasu tylko ziewał. Nie było przy nim nikogo z rodziny. Publiczność była przekonana, że to właśnie on był inicjatorem zabójstwa Jamesa Bulgera.

Jon wydawał się bardziej skruszony i przejęty całą sytuacją. Zyskał tym sympatię publiczności. Chłopiec co chwilę spoglądał na swoją matkę.

Rodzina Jamesa uczestniczyła w całym procesie, z wyjątkiem Denise, która była w siódmym miesiącu ciąży i potrzebowała spokoju.

David Turner, obrońca Roberta, od razu stwierdził, że ten proces nie będzie uczciwy. W mediach nazywano chłopców okropnymi potworami i demonami. Turner zażądał by usunięto dwa zdjęcia z obrażeniami głowy Jamesa, ponieważ mogły one mieć emocjonalny wpływ na ławę przysięgłych. Sędzia odrzucił tę prośbę. Brian Walsh, adwokat Jona, nie miał żadnych uwag.

Prokuratura, pod przewodnictwem Richarda Henriquesa, przedstawiając sprawę, stwierdziła że obaj chłopcy brali czynny udział w śmierci Jamesa Bulgera. Obaj oskarżeni nie mieli ukończonych 14 lat, więc prokuratorzy musieli udowodnić, że chłopcy wiedzieli, że to co robią jest złe. Gdy przysięgli otrzymali akta w których było zdjęcia z miejsca zbrodni byli wyraźnie poruszeni. Matka Jona również zaczęła płakać i chłopiec wychylił się i spojrzał w jej kierunku żeby sprawdzić czy wszystko z nią w porządku.

Rozpoczęły się przesłuchania świadków. Wielu z nich zmieniło swoje zeznania. Taksówkarz zeznał, że widział jak Jon gwałtownie szarpnął Jamesa. Jedna z kobiet w autobusie zeznała na policji, że widziała jak chłopcy zamachnęli się na Jamesa i powiedziała o tym tylko swojej córce. W sądzie ta sama kobieta powiedziała, że gdy tylko to zobaczyła, to krzyknęła na cały autobus i inni pasażerowie spojrzeli w kierunku trzech chłopców. Starsza kobieta z psem, która widziała chłopców przy zbiorniku z wodą, również czuła się winna i zmieniła swoje zeznania.

„Tego piątkowego popołudnia wielu ludzi robiło zwykłe czynności życia codziennego i zostali oni zupełnie nieświadomie świadkami kilku ostatnich, tragicznych godzin życia Jamesa Bulgera.” – podsumował sędzia Morland.

Jon i Robert nie brali czynnego udziału w procesie, nie zabierali głosu i sąd rzadko zwracał się w ich kierunku. Chłopcy nie byli w stanie zrozumieć wielu procedur. Spokojnie patrzyli jak przedstawiane dowody wskazują ich winę – nagrania z monitoringu, poplamione krwią cegły, kamienie i ubrania, puszka niebieskiej farby i metalowy pręt. Lekarze medycyny sądowej nie byli w stanie określić które obrażenia spowodowały śmierć Jamesa, było ich bardzo dużo. Na policzku Jamesa widniał mocny odcisk buta który został jednoznacznie powiązany z zakrwawionym butem Roberta. Ten dowód ewidentnie wskazywał, że Robert był uczestnikiem tamtych wydarzeń.

„doli incapax”

Czy chłopcy znali różnicę pomiędzy dobrem a złem? To był główny problem z jakim musiała zmierzyć się prokuratura. Koncepcja „doli incapax” została stworzona po to, by chronić niewinne i nieświadome dzieci przed karą. To domniemanie niewinności zostało zniesione w prawie angielskim w 1998 roku. Wcześniej obowiązywała zasada, że każde dziecko poniżej 14 roku życia było niezdolne do popełnienia przestępstwa. Domniemanie to mogłoby być obalone w przypadku dzieci w wieku 10-14 lat tylko wtedy, gdy oskarżenie mogło przekonać sąd, że dziecko wiedziało, że to co robi jest złe, a nie jest tylko niegrzecznym zachowaniem czy psikusem. Dzieci poniżej 10 roku życia zawsze uznawane były za niezdolne do popełnienia przestępstwa.

Na sali rozpraw zeznawali nauczyciele Jona i Roberta. Psychiatrzy również wyrazili swoją opinię i uznali, że obaj oskarżeni zdawali sobie sprawę z powagi swojego postępowania. Potem odtworzono nagrania z zeznaniami i przesłuchaniami chłopców. Właśnie wtedy chłopcy wykazali większe zainteresowanie sprawą. Dopiero teraz mogli posłuchać swoich wypowiedzi i usłyszeć jak obaj wzajemnie się oskarżają o popełnienie morderstwa. Robert, który przez cały proces wyglądał na spokojnego, opanowanego i twardego, zdenerwował się gdy usłyszał jak Jon mówi o nim, że zachowuje się jak dziewczynka, ponieważ bawi się lalkami. Jon z lękiem w oczach obserwował Roberta, gdy ten słuchał jak jest oskarżany przez Jona o bicie Jamesa.

W mowie końcowej prokuratorzy stwierdzili, że obaj chłopcy są równo odpowiedzialni: „Woleli uniknąć wykrycia i było to ważniejsze niż dobro Jamesa. Razem znęcali się nad Jamesem. Robert Thompson wymierzył mocnego kopniaka, a Jon Venables szarpał Jamesem. Venables wyprowadził go ze Strand, a później prowadził ich Thompson… Przy torach ich role się odwróciły. Teraz Thompson prowadził Jamesa, a Venables nimi kierował. Obaj słyszeli jak każdy z nich okłamywał dorosłych pytających czy nie potrzebują pomocy. Jeśli kiedykolwiek popełniono zbrodnię wspólnie i razem, to zdecydowanie jest to właśnie ta zbrodnia. Chłopcy byli razem gdy James doznawał od nich tych wszystkich cierpień.”

Obrona miała swoje argumenty. Żaden z tych chłopców nigdy wcześniej nie zrobił niczego tak brutalnego. Wcześniej były tylko drobne kradzieże i wagary. Według obrony był to tylko złośliwy wybryk który po prostu wymknął się spod kontroli. Gdyby planowali zabić to dziecko, mogli utopić go w kanale, albo wepchnąć pod jadący samochód. Ale tego nie zrobili. Jeśli planowali zabić go przy torach kolejowych to po co chodzili z nim jedną z bardziej ruchliwych ulic w okolicy i rozmawiali z przechodniami? Powiedzieli dorosłym, że znaleźli to dziecko bez opieki – jeśli chcieliby je zabić to po co dawaliby szansę dorosłym na interwencję?

Adwokat Roberta powiedział, że chłopcy byli już zmęczeni swoim pomysłem i nie wiedzieli jak to zakończyć. Nie wiedzieli co zrobić z tym małym chłopcem. Bali się go porzucić lub oddać pod opiekę jakiegoś dorosłego. Turner przypomniał, że to Jon kontrolował sytuację i to on przyznał „Zabiłem go”. Brian Walsh stwierdził, że obaj chłopcy bardzo się od siebie różnią. Walsh z kolei przedstawiał Roberta jako tego złego, w co większość publiczności łatwo uwierzyła. Walsh stwierdził, że Jon przyznał się do udziału w porwaniu, ale nie chciał zabić Jamesa. Później sędzia zwrócił się do ławy przysięgłych i przypomniał im, że nie chodzi o to czy Jon i Robert chcieli zamordować Jamesa gdy go porywali lub gdy szli z nim ulicami Liverpoolu. Pytanie brzmiało: czy Jon i Robert chcieli zabić Jamesa na torach kolejowych? 24 listopada 1993 roku ława przysięgłych rozpoczęła obrady by wydać wyrok.

Wyrok

Oczekując na ogłoszenie wyroku Robert zaczął robić na drutach rękawiczki dla swojego młodszego brata. Powiedział także, że wie, że zostanie uznany za winnego. Tego samego popołudnia przysięgli wrócili na salę rozpraw. Na sali sądowej pojawiła się także Denise. Zgodnie z przewidywaniami, obaj chłopcy zostali uznani za winnych. Robert siedział bez ruchu, a Jon zaczął płakać.

Sędzia zwrócił się w kierunku chłopców: „Zabicie Jamesa Bulgera było aktem nieporównywalnego zła i barbarzyństwa. To dwuletnie dziecko zostało odebrane swojej matce i zabrane w krótką, ponad 4 kilometrową podróż i bestialsko zatłuczone przy torach kolejowych. Następnie jego ciało ułożono na torach kolejowych w taki sposób by przejechał po nim pociąg, co miało zatrzeć ślady morderstwa. W mojej ocenie wasze zachowanie było bardzo przebiegłe i bardzo złe. Ten wyrok, który wydaję na was obu, jest taki, że zostaniecie zamknięci w odosobnieniu przez bardzo wiele lat, dopóki Minister Spraw Wewnętrznych nie uzna, że dojrzeliście i zostaliście w pełni zresocjalizowani i nie stanowicie już zagrożenia dla społeczeństwa.”
Sędzia zezwolił również na ujawnienie tożsamości chłopców w mediach.

Robert Thompson

Robert był tym twardym chłopakiem, tym o którym wszyscy myśleli, że jest prowodyrem porwania i morderstwa. Chłopak dorastał w trudnych warunkach. Musiał stawiać czoło przemocy ze strony swoich starszych braci i matki alkoholiczki. Nie szukał kłopotów, raczej starał się ich unikać. W razie potrzeby kłamał, płakał albo z uporem przyjmował ciosy.

Jego ojciec znęcał się nad rodziną, często bił jego matkę. Ostatecznie porzucił swoją rodzinę. W jego rodzinie również była przemoc domowa. Pozostawione bez opieki starsi bracia znęcali się nad młodszym rodzeństwem.

Matka Roberta również pochodziła z podobnej rodziny. W wieku 18 lat wyszła za mąż za Roberta Thompsona Seniora, który wtedy również miał 18 lat. Była to jej ucieczka z domu rodzinnego, w którym ojciec znęcał się nad dziećmi i żoną. Niestety, w swojej nowej rodzinie również szybko pojawiła się przemoc. Podobnie jak ojciec Ann, jej mąż był alkoholikiem, który po spożyciu stawał się agresywny. Bił ją, często na oczach ich dzieci. Ann, z frustracji i strachu biła swoje dzieci tym co miała pod ręką, najczęściej kijem albo pasem. Próbowała popełnić samobójstwo zażywając dużą ilość lekarstw. W ostateczności znalazła ucieczkę w alkoholu.

Sześciu jej synów bardzo często pozostawało bez opieki i musieli radzić sobie sami. Zamiast chronić siebie nawzajem i sobie pomagać, chłopcy bili się między sobą. Gdy Robert miał 4 lata, jego najstarszy brat trafił do ośrodka opieki nad dziećmi. Drugi w kolejności chłopiec stał się bardzo dobrym złodziejem. Często na swoje złodziejskie wyprawy zabierał ze sobą Roberta. Jeden z jego braci był seryjnym podpalaczem i był podejrzewany o molestowanie młodszych dzieci. Robert mógł być jedną z jego ofiar. Starsi bracia, zamiast opiekować się młodszymi, zamykali je w szopie dla gołębi. Całe rodzeństwo było dobrze znane lokalnej policji. Gdy w okolicy dochodziło do jakiegoś wybryku czy kradzieży to zawsze zamieszany był w to któryś z braci Roberta. Wszyscy oni wagarowali i nie mieli żadnego szacunku dla autorytetów.

Robert był piątym z szóstki braci. Starał się być dobrym synem. Często pomagał matce w kuchni, chciał ją zadowolić i zapewnić jakieś wsparcie. Często zajmował się siódmym dzieckiem matki, małym Benem, który miał innego ojca. Robert nie był agresywny, raczej był typem cwaniaczka. Był kiepskim uczniem i często wagarował. Gdy już pojawiał się w szkole to nie sprawiał tam kłopotów. Nauczyciele uważali, że był nieśmiały i cichy, ale on dobrze nimi manipulował. Przeszkadzała mu reputacja jego braci ale też trochę na tym korzystał. Nauczyciele nie stawiali mu wysokich wymagań, a inne dzieci go unikały. Jednym z niewielu przyjaciół jakich miał był Jon Venables.

Czasami starał się być groźny, jako jeden z Thompsonów, ale nie był uważany za agresywnego czy porywczego. Unikał chodzenia do szkoły i często włóczył się po ulicach do późna w nocy.

Robert również, tak jak jego starsi bracia, znęcał się nad najmłodszym Thompsonem, Ryanem. Mimo to łączyła ich jakaś dziwna więź. W nocy spali razem w łóżku i ssali sobie wzajemnie kciuki. Podczas procesu Ryan zaczął się dziwnie zachowywać. Regularnie zaczął moczyć się w łóżko, często rozpalał ognisko w swoim pokoju i zaczął przybierać na wadze. Wyglądało na to, że jest zazdrosny o uwagę jaką wszyscy poświęcają jego bratu. Ann obawiała się, że Ryan zrobi coś równie strasznego żeby tylko uzyskać takie samo zainteresowanie.

Robert zmuszał Ryana żeby ten wagarował i żeby razem włóczyli się po mieście. Pewnego razu zostawił swojego młodszego brata nad kanałem, w miejscu gdzie później razem z Jonem zostawili małego Jamesa. Sam przyznał: „Gdybym chciał zabić dziecko, to zabiłbym swojego brata, prawda?” Tak  jakby to kiedykolwiek to rozważał.

Według dziennikarza Davida Jamesa Smitha, prawdopodobnie to Robert wpadł na pomysł uprowadzenia małego dziecka. Może w ten sposób chciał odreagować swoją złość na małego Bena, którym się opiekował w domu. Mógł być zazdrosny o Ryana i Bena. Miał 10 lat i mógł opiekować się tylko młodszymi dziećmi. Robert mógł wpaść na pomysł z uprowadzeniem dziecka, ale to nie on zaczął znęcać się nad Jamesem. Kiedy już porwali Jamesa to Jon przejął kontrolę nad sytuacją. W pewnym momencie ich podróży, gdy zostali zatrzymani przez dorosłą osobę, Robert puścił dłoń Jamesa i odwrócił się. Wyglądało na to, że chce odejść. Wtedy Jon krzyknął do niego ”Weź go z powrotem za rękę” i Robert to zrobił.

To na Robercie skupiła się cała uwaga prasy i to o nim pisano jako o tym złym. Jeden z dziennikarzy napisał nawet, że „dzieciak Thompsonów patrzy na niego z góry” i porównał go do Charlesa Mansona. Robert nauczył się bycia twardym, żeby jakoś funkcjonować w otaczającym go świecie, ale taka poza zaszkodziła mu podczas procesu. Sprawiał wrażenie zatwardziałego i pozbawionego wyrzutów sumienia. Tak naprawdę to Jon Venables wykazywał bardziej niepokojące predyspozycje do gwałtownych wybuchów agresji.

Według Smitha, to Jon był odpowiedzialny za najgorsze tortury jakim chłopcy poddawali małego Jamesa, ale Robert także nie był osobą postronną. „Wyobrażam sobie wielkie i ekscytujące napięcie, które występowało między nimi. Śmiech, strach, agresja, złość, ciekawość. Atak, gdy się już rozpoczął, był nie do zatrzymania. Kompulsywna przemoc rozgrywała się do samego, tragicznego końca.”

Robert mógł być odpowiedzialny za napaść na tle seksualnym. Prawdopodobnie był wykorzystywany w ten sposób przez swojego starszego brata i teraz chciał się odegrać. Podczas przesłuchania był wyraźnie zdenerwowany gdy rozmowa obejmowała tą tematykę i martwił się, że Jon powie, że to on bawił się genitaliami Jamesa. Martwił się i mówił płacząc, że ludzie pomyślą, że jest zboczeńcem. Jon również był zdenerwowany oskarżeniami o przemoc seksualną, ale nie reagował tak mocno jak Robert. Oczywiście nie da się dokładnie ustalić co się tam wydarzyło, ani kto co zrobił, zgodnie ze słowami Roberta: „To ja tam byłem, ciebie nie było.” Pomimo całej otoczki twardziela, Robert nadal był dzieckiem. Bawił się figurkami trolli i ssał kciuka. Jon naśmiewał się z niego, że bawi się z dziewczynami i sam jest jak dziewczyna. Być może Robert wyładował swoją agresję na niewinnym dziecku, na kimś kim sam nigdy nie mógł być.

Jon Venables

Jon w dniu poprzedzającym porwanie był bardzo niespokojny i nie potrafił nad sobą zapanować.

W 1991 roku nauczyciele zauważyli, że Jon zachowuje się w dziwny sposób, tak jakby chciał zwrócić na siebie uwagę. Zaczął często bujać się na krześle, często też jęczał i wydawał z siebie dziwne odgłosy. Nauczycielka przesadziła go do pierwszej ławki, gdzie mogła lepiej go obserwować. Wtedy zaczął przewracać rzeczy ustawione na jej biurku. Jon zaczął również uderzać głową w meble, w ściany. Często rzucał się na podłogę. Przy użyciu nożyczek robił sobie nacięcia na skórze i rozrywał ubranie. Z czasem te agresywne zachowania zaczął przenosić na zewnątrz. Spacerował bez celu po klasie i niszczył wystawy i prace innych uczniów. Stawał na swojej ławce i rzucał różnymi przedmiotami w innych uczniów. Nauczyciele nigdy wcześniej nie widzieli takiego zachowania.

Jon z czasem zachowywał się coraz bardziej agresywnie. Jednego z kolegów z klasy zaszedł od tyłu i zaczął go dusić, używając do tego drewnianej linijki. Dwóch nauczycieli musiało go siłą odciągać. W końcu został przeniesiony do innej szkoły. Był nadpobudliwy i łatwo się rozpraszał. Kilku nauczycieli uważało też, że jest po prostu leniwy. Notoryczne nie odrabianie zadań domowych było prawdopodobnie kolejnym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. Mimo wszystko nikt nie uważał, że Jon to „zły dzieciak”, co więcej, niektórzy nauczyciele twierdzili, że był miłym dzieckiem i współczuli mu. Według nich takie zachowanie było wołaniem o pomoc.

Jon urodził się 13 sierpnia 1982 roku. Neil, jego ojciec, pracował jako operator wózka widłowego, ale często był bez pracy. Jon miał młodszą siostrę i starszego brata. Brat urodził się z rozszczepieniem podniebienia. Powodowało to problemy z komunikacją i częste napady złości u tego chłopaka. Uczęszczał do szkoły specjalnej. Rodzice Jona spędzali dużo czasu z jego starszym bratem, który wymagał opieki. Młodsza siostra Jona również miała problemy rozwojowe i również trafiła do szkoły specjalnej. Jedynie Jon był normalnym i zdrowym dzieckiem, ale czuł się ignorowany przez rodziców. Czasami, żeby zwrócić uwagę rodziców, Jon naśladował wybuchy złości które obserwował u swojego starszego brata.

Rodzice Jona mieli burzliwe relacje. Często rozstawali się i później wracali do siebie. Gdy Neil ich opuszczał, Susan z dziećmi wprowadzała się do swojej matki. Gdy Neil wracał, znów mieszkali razem. Ta niestabilność miała wpływ na trójkę rodzeństwa. Neil i Susan w przeszłości mieli zdiagnozowaną depresję, Susan była również podatna na histerię. Pochodziła z „surowego i zdyscyplinowanego” domu. Kobieta często fizycznie i psychicznie atakowała Jona. W stresujących momentach zawoziła chłopaka do domu Neila i tam go zostawiała. Pierwsze oznaki aspołecznego zachowania Jon wykazywał już w wieku 7 lat. Nie znosił dzieci z sąsiedztwa. Miał ku temu powód, ponieważ dzieci te bardzo dokuczały jemu i jego rodzeństwu. Chłopak miał lekkiego zeza i to również było powodem drwin i docinków. Dzieciaki lubiły mu dokuczać, ponieważ Jon łatwo wpadał w gniew i łatwo też dawał się sprowokować.

W końcu Jon został przeniesiony do innej szkoły. To właśnie w nowej szkole poznał Roberta Thompsona. Susan powiedziała, że Jon trafił do innej szkoły ponieważ inni uczniowie się nad nim znęcali. Teraz, gdy poznał Roberta, to oni obaj zaczęli znęcać się nad innymi. Wybierali dzieci które były słabsze i stanowiły łatwy cel. W towarzystwie Roberta Jon poczuł się pewniej i był bardziej śmiały. Chłopcy zaczęli wspólnie opuszczać zajęcia szkolne.

Nauczyciele zauważyli, że chłopcy mają na siebie zły wpływ i starali się trzymać ich z dala od siebie. W szkole było to jeszcze  do zrobienia, ale poza jej murami nie mieli na nich żadnego wpływu.

Nadal nikt nie twierdził, że są źli i agresywni, a nawet bardziej kłopotliwi niż inne dzieci. Jon nadal był leniwy i przeszkadzał w prowadzeniu lekcji. Robert był spokojniejszy, ale był też sprytnym kłamcą i potrafił manipulować innymi. Wydawał się bardziej dojrzały od Jona.

Matka Jona postanowiła zmienić mu dietę, miała nadzieję, że może to nieco uspokoi jej syna. Chłopak coraz częściej wdawał się w bójki ze swoim bratem. Gdy Jon przebywał u Neila, często odwiedzał go Robert. Neil równie często wypraszał chłopaka z domu, uważał że ma zły wpływ na syna i ostrzegał Jona żeby trzymał się od niego z daleka.

Według niektórych osób zdecydowanie negatywny wpływ na Jona miał jego ojciec. Nie chodzi o to, że go bił lub się nad nim znęcał, ale o to jakie filmy pozwalał oglądać synowi. Neil wypożyczał i oglądał wiele filmów, głównie horrory. Jon uwielbiał filmy o tematyce karate i marzył by być kimś takim jak Rocky. Wśród wielu jego rysunków były takie ze scenami z Halloween. 18 stycznia 1993 roku Neil wypożyczył horror „Child’s Play 3” („Laleczka Chucky 3”).W filmie dusza seryjnego mordercy przejmuje władanie nad lalką Chucky.

Opętana lalka, która wielkością przypominała zamordowanego Jamesa, biega po okolicy i morduje niewinne ofiary. W końcu laleczka, po krótkiej walce, zostaje zabita na torach kolejowych. Na twarzy ma ślady po niebieskiej farbie, którą została pochlapana nieco wcześniej. Nie ma dowodu, że Jon obejrzał ten film do samego końca, ale finał ma wiele wspólnego z morderstwem Jamesa. Małe dziecko jako zła laleczka zostanie zniszczona przez bohaterów. Być może ten film spowodował, że James został utożsamiony ze złą lalką i dlatego musiał umrzeć. Jon często wyobrażał sobie siebie jako bohatera, jako kogoś kto ratuje społeczeństwo. Nie miał na tyle odwagi by zmierzyć się z kimś innym niż małe dziecko.

Jon zaprzeczał, że w jego domu są jakieś problemy czy sprzeczki. Twierdził, że jego rodzina jest bardzo wspierająca i wszyscy się kochają. Jednak jego zachowanie wskazywało na coś zupełnie innego. Podczas zeznań Jon zachowywał się wrogo w stosunku do ojca, zwłaszcza w momentach gdy wspominano o wykorzystaniu seksualnym Jamesa. Podszedł wtedy do ojca i zaczął go bić pięściami i krzyczał „mój tata myśli że ja wiem, ale ja nie wiem”. Nie ma zbyt wielu informacji na temat rodziny Venables. Neil nie wydawał się agresywnym człowiekiem. Wyglądało na to, że to Susan ma ogromny wpływ na swojego syna. Jon, bardziej niż wszystkiego innego, obawiał się, że zostanie przez nią odrzucony i potępiony.

Ja, nie my

Z większości relacji wynika, że to Jon przejmował inicjatywę jeśli chodzi o odciąganie małych dzieci od ich matek. To on stukał w szybę sklepu, żeby  zwrócić na siebie uwagę malucha. To Jon trzymał Jamesa za rękę. Kiedy chłopcy podczas spaceru napotykali na uwagę dorosłych, to Jon wszystkim kierował. Najbardziej przekonującym dowodem jest jego zeznanie – „To ja go zabiłem”. Nie użył słowa „my”, nie wspomniał nic o Robercie. Robert przyznał się, że również atakował Jamesa, ale stwierdził też, że celowo nie trafiał w chłopca, albo jeśli już trafiał, to używał małych kamieni. Jon miał taki temperament, że początkowa złość mogła przerodzić się w morderczy szał.

Dla tych którzy byli dobrze zapoznani z tą sprawą, wielce prawdopodobne wydawało się, że to Robert wpadł na pomysł żeby porwać Jamesa i zaprowadzić go w pobliże kanału. Nadal nie ustalono który z chłopców jako pierwszy uderzył Jamesa. Robert pochodził z trudnego środowiska i to on mógł z łatwością jako pierwszy mocno uderzyć małego chłopca. Jon z kolei mógł chcieć zaimponować swojemu koledze i mógł być tym który pierwszy zranił Jamesa. Wydawało się, że czasami obaj chłopcy byli opiekuńczy w stosunku do młodszych dzieci. Robert miał młodszego brata, którym się opiekował, a Jon również często bawił się z młodszymi dziećmi. Być może dlatego wrócili do Jamesa po tym jak zostawili go nad kanałem. Ale potem przemoc wzięła górę nad współczuciem. Podczas spaceru z małym chłopcem, często spotykali dorosłych którzy mogli zainterweniować. Dorośli podejrzewali, że coś jest nie w porządku, ale nic nie zrobili.

James był jak laleczka

Mały James Bulger był uroczym szkrabem. Po śmierci, początkowo uznano go za lalkę leżącą na torach. Maszynista w ogóle się nad tym nie zastanawiał, wiele dzieciaków zostawiało na torach różne zabawki i lalki. Później, gdy bawiący się przy torach chłopcy natrafili na jego zwłoki, również początkowo pomyśleli, że to rozerwana lalka. Wszędzie można trafić na porzucone laki, często pozbawione ubrania, bez ręki, nogi lub głowy, z twarzami pomalowanymi kredkami.

Czy Jon i Robert potraktowali Jamesa jak dużą lalkę? Weszli do centrum handlowego ponieważ Robert chciał ukraść lalkę-trolla do swojej kolekcji. Najbardziej potwierdzającym taką hipotezę gestem było to, że chłopcy prawdopodobnie wsadzili baterie do odbytu Jamesa. Zupełnie tak, jakby James był dużą, mówiącą lalką na baterie. Być może w ten sposób chcieli przywrócić go do życia.

Jon i Robert wiedzieli, że James był żywą ludzką istotą. Ale James był mały i przypominał lalkę. Był zbyt mały żeby powiedzieć im jak ma na imię. Ciągle tylko płakał i wołał swoją mamę. Jon i Robert również tęsknili za swoimi matkami. Niestety wiele pytań związanych z tym morderstwem nadal pozostaje bez odpowiedzi.

Czy sprawiedliwości stało się zadość?

„Doli incapax” zakłada, że dzieci w wieku powyżej 10 lat kończą swoją niewinność. Jon i Robert w dniu morderstwa mieli po 10 lat i 6 miesięcy, zatem o 6 miesięcy przekroczyli ten limit. Oczywiście narzucanie sztywnej daty jest mało precyzyjne. Jon był słabiej rozwinięty niż przeciętny dziesięciolatek, ale przed sądem nie miało to jednak znaczenia.

Większość badań nad okrucieństwem wobec dzieci jest przeprowadzana na dorosłych przestępcach. Sprawdza się czy wcześniej znęcali się nad zwierzętami, czy wzniecali pożary. Niektóre z badań sugerują, że dzieci w pewnym okresie przechodzą przez tzw. „fazę okrucieństwa”. Czy niektóre z nich trwają w niej znacznie dłużej, albo w ogóle z niej nie wychodzą? Większość przestępstw w których biorą udział dzieci to strzelaniny w szkołach. Jako powody podaje się wpływ brutalnych filmów, brutalnych gier komputerowych, łatwy dostęp do broni. Ale w tym przypadku mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. To nie było kilkunastominutowe strzelanie do innych osób. To morderstwo było ciche, spokojne, intymne. I to jest w tym najbardziej przerażające. Chłopcy spacerowali z Jamesem po mieście, trzymali go za rękę, przeprowadzali przez ulicę, uspokajali go gdy za bardzo płakał. Po tym wszystkim potrafili bić go metalowym prętem i rzucać w niego ciężkimi kamieniami i w ten sposób go zabić.

Ostateczne orzeczenia

Oryginalny artykuł powstał w 2015 roku. Wtedy chłopcy byli nastolatkami i odsiadywali wyroki. Początkowo skazano ich na 8 lat pozbawienia wolności, ale później zwiększono wymiar kary do 10 lat. W reakcji na oburzenie opinii publicznej, Minister Spraw Wewnętrznych, Michael Howard, zwiększył wyrok do 15 lat pozbawienia wolności. Obrońcy zaskarżyli ten wyrok i sprawa trafiła do Europejskiej Komisji Praw Człowieka. Pod koniec 1999 roku Trybunał Europejski uznał, że chłopcy w 1993 roku nie mieli uczciwego procesu i stwierdził, że 10-letni chłopcy nie powinni być sądzeni jak dorośli. W ich wieku wszystkie zawiłości brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości były dla nich niezrozumiałe. Zgodnie z tym orzeczeniem, wyrok 15 lat pozbawienia wolności był w tamtej chwili niezgodny z prawem.

Denise Bulger, matka Jamesa, była przeciwna temu by chłopcy wyszli wcześniej na wolność. Według niej, Jon i Robert są nadal zdolni do dokonania równie ohydnych czynów. Oboje rodzice Jamesa, a także Albert Kirby, który prowadził śledztwo w sprawie tego morderstwa, byli mocno zszokowani wyrokiem Trybunału Europejskiego i zarzutom z jego strony, że chłopcy nie mieli uczciwego procesu i byli źle traktowani podczas aresztowania. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zmieniło również prawo, żeby zapobiec sprzedaży ich historii różnym wydawnictwom. Prawo to zakazuje przestępcom czerpania zysków z ich historii do 6 lat po ich skazaniu.

Gdy chłopcy wyjdą na wolność dostaną nową tożsamość, nowe akty urodzenia, paszporty i inne dokumenty. Otrzymają również ochronę policyjną tak długo jak będą o nią prosić.

Czy zostali zresocjalizowani?

Niewiele informacji można odnaleźć jeśli chodzi o pobyt Jona i Roberta w ośrodkach zamkniętych. Według Davida Jamesa Smitha, Robert na początku cierpiał na zespół stresu pourazowego. Miał problemy ze snem, a jeśli już spał to śniły mu się koszmary. Często też chorował i miał wysypki na skórze. Był bardzo znerwicowany, obawiał się że za każdym rogiem w więzieniu czekają fotografowie albo dziennikarze. Bał się wychodzić z celi i był zaczepiany przez innych więźniów. Często wdawał się w bójki i był za nie karany. Niechętnie opowiadał o tym co się stało i w pewnym momencie w końcu stwierdził że nie ma już żadnych uczuć.

W 1995 roku nastąpił przełom. Robert dokładnie opowiedział o morderstwie i przyznał, że brał w nim udział. W czasie powstawania oryginalnej wersji tego artykułu Robert był w trakcie nauki na Open University i miał duże szanse by tę szkołę ukończyć. Robert interesował się projektowaniem i tkaninami. Zaprojektował nawet suknię ślubną. Odkrył w sobie talent do gotowania i interesował się komputerami.

Jon również ciężko przeżywał pobyt w więzieniu. Miewał koszmary i ciężkie wspomnienia związane z morderstwem. Przez pierwsze dwa lata ciągle odtwarzał w wyobraźni tamte wydarzenia. Wielokrotnie fantazjował o przywróceniu Jamesa do życia, chciał nawet „wyhodować w sobie nowego Jamesa, który mógłby się odrodzić”. Wydawało się, że Jon lepiej zareagował na terapię niż Robert. Mówił, że wyrzuty sumienia i poczucie winy pozostanie w nim już na zawsze i bardzo pomogło mu pogodzenie się z odpowiedzialnością za morderstwo. Jon stał się zapalonym kibicem sportowym i dużo czasu spędzał grając w gry wideo. Psychiatrzy uważali, że nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa.

Robert i Jon pozostali w swoich ośrodkach do ukończenia przez nich 19 roku życia, czyli do 2001 roku. Potem zostali przeniesieni na 2 lata do zakładu dla młodocianych przestępców a później do więzienia. Od dnia w którym zamordowali Jamesa, Jon i Robert w ogóle się ze sobą nie kontaktowali.

Aktualizacja

W marcu 2000 roku w gazecie „The Observer” ukazało się oświadczenie Jacka Strawa, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, w którym napisano, że Jon Venables i Robert Thompson zostaną uwolnieni w 2003 roku. Decyzja ministra opierała się na orzeczeniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w którym napisano, że wyrok skazujący dla chłopców został wydany bezprawnie.

Zgodnie z raportem z 12 marca 2000 roku, Minister Spraw Wewnętrznych miał możliwość ponownego skierowania sprawy do zbadania. Były dwie możliwości. Można było zaakceptować pierwotny wyrok 8 lat pozbawienia wolności i wtedy Jon i Robert wyszliby na wolność w 2001 roku. Drugą opcją było zatwierdzenie późniejszego wyroku w wysokości 10 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie wybrano drugi wariant.

26 października 2000 roku ‘The Guardian” poinformował, że Sąd Najwyższy skrócił wyroki i zatwierdził wyjście na wolność w 2001 roku. Powodem tej decyzji było dobre zachowanie obu skazanych. Poza tym skrócenie wyroku było zgodne z pierwszym wyrokiem skazującym na 8 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał, że przeniesienie chłopców do zakładu karnego dla dorosłych nie leży w ich interesie. Sędzia dodał, że gdyby chłopcy popełnili morderstwo kilka miesięcy wcześniej to w ogóle nie stanęliby przed sądem.

14 listopada 2000 roku pojawił się kolejny artykuł w którym napisano, że Jon i Robert bardzo obawiali się wyjścia na wolność, obawiali się o swoje bezpieczeństwo. Obaj złożyli wnioski o dożywotni zakaz ujawniania informacji które mogłyby ich zidentyfikować.

Mieli podstawy do obaw, ponieważ ojciec Jamesa, Ralph Bulger, publicznie przysiągł że „upoluje zabójców swojego syna”. Ralph powiedział prasie: „James miał prawo żyć, miał prawo dorosnąć i się zestarzeć. Miał prawo kochać i być kochanym i miał prawo mieć swoje dzieci. Ale oni odebrali mu te prawa, zatem nie powinni mieć żadnych praw, nawet prawa do prywatności i ukrycia się.”

Chłopcy poprosili również o zakaz publikacji informacji na temat miejsca ich pobytu i ich nowych tożsamości gdy już będą na wolności. Przeciwnikami tych zakazów byli przedstawiciele mediów.

Kilka dni później konferencję prasową zorganizowała matka Jamesa, Denise. „Czuję się zawiedziona i zdradzona przez system. Jedynym promykiem nadziei jest to, że Dame Elizabeth odrzuci wniosek o przyznanie Robertowi Thompsonowi i Jonowi Venablesowi anonimowości do końca ich życia. Można zrozumieć, że jak byli dziećmi to zapewniono im pewną ochronę, ale jakim prawem mają być specjalnie traktowani także jako dorośli? Przez siedem lat system przekonywał mnie do polegania na procedurach wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych i do zachowania milczenia. Mimo tego przez cały ten czas obawiałam się najgorszego. Venables i Thompson przeciągnęli mnie, moją rodzinę i imię mojego synka przez każdy możliwy sąd w tym kraju i na to udostępniono im nieograniczone fundusze. Stoi to w całkowitej sprzeczności z pomocą udostępnioną ofiarom przestępstw. Europejski Trybunał Praw Człowieka stał się przyjacielem przestępców i wrogiem ich ofiar.”

W styczniu 2001 roku wniosek został zatwierdzony i Jon i Robert otrzymali dożywotnią ochronę, która miała im pomóc podczas przystosowywania się do życia na wolności.

22 czerwca 2001 roku David Blunkett, Minister Spraw Wewnętrznych, potwierdził, że komisja do spraw zwolnień warunkowych zatwierdziła zwolnienie Roberta Thompsona i Jona Venablesa.

Były minister spraw wewnętrznych, Michael Howard również stwierdził, że komisja do spraw zwolnień warunkowych wydała przedwczesną decyzję. Niesłusznie uznano, że osiem lat to wystarczający czas jaki Jon i Robert powinni spędzić za kratami w świetle wyjątkowo brutalnych okoliczności ich zbrodni.

Następnego dnia „The Guardian” poinformował, że bezpieczeństwo Jona i Roberta może zostać naruszone, ponieważ „Manchester Evening News” prawdopodobnie naruszył zakaz podawania informacji które mogły zidentyfikować miejsce ich pobytu. Matka Jamesa powiedziała, że jest przerażona możliwości pomyłki w identyfikacji morderców jej syna. Kobieta nadal uważa, że ci młodzi męzczyźni nadal są niebezpieczni, zgodnie z powiedzeniem „morderca zawsze pozostanie mordercą”. Kobieta dodała, że nie zamierza ich ścigać, szukać czy próbować ich zabić. Ale też nie ma wpływu na to co się stanie. Dodała, że gdyby kiedyś przeczytała w gazecie lub usłyszała w wiadomościach, że ktoś ich wytropił i zamordował to nie byłoby żalu z jej strony.

„Boję się, że ktoś inny może być z nimi pomylony. Tego się obawiam. Nie chcę aby ktoś inny, pomylony z nimi, został zraniony lub stało się coś gorszego. To co chciałabym podkreślić to bycie pewnym. Nie domyślajcie się i niczego nie zakładajcie, bądźcie po prostu pewni.”

Jon Venables

Nowa tożsamość Jona została zmieniana dwukrotnie, ponieważ przyznał się znajomym, że jest skazanym mordercą.

Jon odbywał karę do 2001 roku w jednostce Red Bank w St Helens, w hrabstwie Merseyside. Robert przebywał w odosobnieniu w Barton Moss. Według późniejszych doniesień Venables uprawiał seks z pracownicą Red Bank, która później została oskarżona o niewłaściwe zachowanie i zawieszona. Później już nigdy nie wróciła do pracy. Według innych doniesień Jonowi kazano powiedzieć, że został zatrzymany za kradzież samochodów, a nie za morderstwo.

We wrześniu 2008 roku Jon został aresztowany pod zarzutem napaści w pijackiej awanturze i otrzymał ostrzeżenie od kuratora sądowego. W tym samym roku otrzymał ostrzeżenie za posiadanie kokainy.

24 lutego 2010 roku Jon wrócił do więzienia po tym jak znaleziono u niego zdjęcia z wykorzystywanymi dziećmi. W lipcu 2010 roku został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za pobieranie i rozpowszechnianie zdjęć z nagimi dziećmi.

Na wniosek komisji do spraw zwolnień warunkowych w sierpniu 2013 roku Jon został zwolniony z więzienia.

W listopadzie 2017 roku ponownie trafił do więzienia, z podobnymi zarzutami. 7 lutego 2018 roku został skazany na 40 miesięcy pozbawienia wolności po tym jak przyznał się do posiadania ponad 1000 zdjęć z nagimi dziećmi.

Po tym zatrzymaniu jest szansa, że zostanie w więzieniu do końca życia, jeśli sąd uzna, że na wolności stanowi zbyt duże zagrożenie dla społeczeństwa.

W styczniu 2018 roku matka Jamesa poparła wezwanie do przeprowadzenia publicznego śledztwa w sprawie morderstwa jej dziecka.

7 lutego 2018 roku Jon przyznał się do posiadania podręcznika, który instruował go „jak uprawiać seks z małymi dziewczynkami”.

18 lutego 2018 roku jeden z więźniów dowiedział się kim jest Jon i zaatakował go na stołówce oblewając wrzącą wodą.

W marcu 2018 roku Jon poprosił o wykonanie operacji plastycznej na koszt podatników po tym, jak w sieci pojawiły się jego zdjęcia.

29 września 2020 roku odmówiono mu zwolnienia warunkowego. Został poinformowany, że dopiero po upływie dwóch lat będzie mógł ponownie ubiegać się o kolejne zwolnienie warunkowe. Robert Thompson również otrzymał nową tożsamość i zgodnie z bezprecedensowym prawem, nawet poszukiwanie informacji na jego temat może doprowadzić do aresztowania osoby poszukującej takich informacji. Od czasu wyjścia na wolność Robert nie popełnił żadnego przestępstwa. W 2010 roku pojawiła się informacja, że Robert był w długotrwałym związku z mężczyzną który znał jego przeszłość.

Jeśli podobał Ci się ten tekst to może warto docenić naszą pracę i wesprzeć nas na Patronite (kiknij tutaj). Dziękujemy 🙂

przygotował Michał, na podstawie tekstu Shirley Lynn Scott (CrimeLibrary.com)